Rosjanie, a konkretnie Gazprom wspierali jeszcze do niedawna „ekologów”,którzy zachęcali Bułgarów i Rumunów do protestów przeciwko poszukiwaniu gazu łupkowego. Tu akurat na jakiś czas przynajmniej nie warto już będzie wydawać pieniędzy, bo taniejące paliwa, a wraz z nimi taniejąca energia automatycznie zmniejszą zapał do takich poszukiwań. Ale Putin twierdzi,że Bułgaria nie zachowuje się jak suwerenne państwo. czy gdyby uległa naciskom Gazpromu, byłaby bardziej suwerenna?
Oczywiście Władimir Putin w typowy dla siebie sposób za niepowodzenie wini Brukselę, a nie swoją politykę energetyczną, prawdziwą grę w kota i mysz z odbiorcami. Nie pamięta już cenowego widzimisię: każdy odbiorca mógł co prawda negocjować cenę, ale i tak była ona uznaniowa. Oczywiście według uznania Kremla.
Rosjanie zawsze przekonywali, że South Stream, to projekt biznesowy. Dla Moskwy częściowo pewnie był, bo dawał gwarancję sprzedaży gazu wypłacalnym odbiorcom i najtańszym kosztem.
Są jednak kraje, które "wygrały" na zaniechaniu projektu gazociągu opasującego Europę od Południa. To Chiny i zapewne Turcja, które teraz, wobec nadmiaru rosyjskiego gazu mogą spokojnie negocjować takie ceny gazu, o jakich wcześniej im się nie śniło. Ale wygrała także Ukraina, bo to przez terytorium tego kraju będzie nadal transportowana ogromna część rosyjskiego gazu, który kupiła Europa.
Największym przegranym jest jednak sam prezydent Rosji, który odpowiada za politykę energetyczną swojego kraju. Energia to kluczowa branża w rosyjskim systemie gospodarczym. Odstąpienie od projektu South Stream, co samo w sobie jest porażką, przychodzi w momencie, kiedy ropa i gaz tanieją i w budżecie Rosji pojawi się ubytek przynajmniej 100 mld dolarów.