Impulsem do powrotu prac nad zmianami systemowymi w ochronie zdrowia, stała się głośna afera w Warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie niedoświadczony lekarz w trakcie specjalizacji zdołał zarobić aż 1,5 miliona zł. Szefowa medycznej Solidarności podkreśliła, że sytuacja ta kładzie się cieniem na całym środowisku lekarskim i budzi słuszny gniew społeczny, przed którym należy chronić uczciwych pracowników.

– Nasz system, poprzez umowy cywilno-prawne niejednokrotnie w kilku podmiotach leczniczych, stwarza możliwości do zarabiania niebotycznych pieniędzy. Mówi się, że okazja czyni złodzieja, ale to nie oznacza, że należy z niej korzystać. Jest coś w tym wszystkim bowiem tak ważnego, jak etyka. Szczególnie w zawodzie misyjnym – komentowała Ochman.

Czytaj więcej

Były ordynator Szpitala Południowego stawił się w prokuraturze

Ukryta skala kontraktów. „To nie są pojedyncze przypadki”

Przewodnicząca zwróciła uwagę na drastyczną zmianę narracji dotyczącej skali gigantycznych zarobków w sektorze zdrowotnym. Jak przypomniała, jeszcze rok temu strona rządowa przekonywała, że kontrakty przekraczające 100 tysięcy zł miesięcznie to incydenty. Dzisiaj oficjalne szacunki Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji mówią już o 10 proc. lekarzy zarabiających takie kwoty, a zdaniem Ochman realna skala może być znacznie wyższa, biorąc pod uwagę, że aż 73 proc. lekarzy pracuje obecnie na kontraktach.

Z tego powodu związkowcy domagają się pełnej jawności finansowej i natychmiastowych kroków prawnych. – NSZZ „Solidarność” zawsze była, jest i będzie za transparentnością struktury wynagrodzeń w ochronie zdrowia, bez względu na formę zatrudnienia. Należy natychmiast zlikwidować kominy płacowe – apelowała na łamach „Rynku Zdrowia”.

Czytaj więcej

Spotkania partyjne w trakcie dyżurów. Mec. Dubois o Dawidzie Kacprzyku

Maria Ochman: Państwo przestało zarządzać ochroną zdrowia

Przewodnicząca Solidarności kategorycznie zapowiedziała, że związki zawodowe nie zgodzą się na powtórkę scenariusza sprzed roku, kiedy to resort zdrowia – zamiast uregulować gigantyczne kontrakty – zaproponował zamrożenie minimalnych pensji i obniżenie waloryzacji etatowcom. – Społeczeństwo domaga się, żeby milionerzy przestali zarabiać na ich krzywdzie. I w pełni to rozumiem. Nie damy się jednak wpuścić w uproszczoną narrację, że skoro jacyś medycy zarabiają miliony, trzeba wszystkim uciąć. (...) Wyłapujmy w systemie rekiny, a nie płotki – zaznaczyła Ochman, wymieniając w tym kontekście ciężko pracujące na etatach pielęgniarki, ratowników, opiekunów czy salowe.

Ochman twierdzi, że obecny kryzys jest efektem głębszej niewydolności struktur rządowych, lęku przed lekarskimi korporacjami oraz chaosu. – Państwo przestało zarządzać ochroną zdrowia. Rząd nie przyjmuje do wiadomości, że zdrowie to jeden z filarów bezpieczeństwa państwa. A dziś politycy odsuwają od siebie tę konstytucyjną odpowiedzialność. Przerzucają ją jak gorący kartofel na samorządy terytorialne – punktowała Maria Ochman.

Czytaj więcej

Afera w Szpitalu Południowym. Polacy oczekują dymisji minister zdrowia

Zaapelowała także do głębokiej reformy nie tylko płac, ale również zasad opłacania składki zdrowotnej. Zdaniem Ochman, bez totalnego resetu fundamentów finansowych system nie będzie mógł dalej prawidłowo funkcjonować, a obecne działania rządu nazwała „szukaniem winnego własnych zaniedbań i przymykania oczu na patologie”.