Początkowo manifestacja lekarzy planowana była na maj. Podczas zjazdu zarządu głównego OZZL zdecydowano o przeniesieniu jej na czerwiec, już po wyborach. – Nie chcemy, by nasz manifestacja miała kontekst polityczny. Zdrowie jest apolityczne i staramy się za wszelką cenę unikać wtłoczenia w bieżący spór polityczny – tłumaczy Damian Patecki, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL i inicjator pierwszej wielkiej manifestacji lekarzy we wrześniu 2016 r.
Czytaj także: W maju kolejny protest rezydentów
Dodaje, że dokładna data nie jest jeszcze znana. Związkowcy mają o niej zadecydować w najbliższym czasie.
Dlaczego OZZL wraca do protestów niewiele ponad rok po podpisaniu porozumienia z ministrem zdrowia? – Czujemy się oszukani. Nowelizacja ustawy o świadczeniach zdrowotnych, nazywana „ustawą 6 proc. PKB", była zmieniana tak często, że umknęło nam, że w ostatecznej wersji coroczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia odniesiono do PKB sprzed dwóch lat. Rządzącym udało się uśpić naszą czujność i nas przechytrzyć. A przecież nie tego dotyczyło porozumienie – tłumaczy Damian Patecki.
Według różnych obliczeń, taki sposób liczenia sprawia, że do systemu ochrony zdrowia trafi od kilku do nawet 10 mld zł mniej niż obiecywał resort. – Nie każdy może o sobie powiedzieć, że oszukano go na 10 miliardów – ironizuje Damian Patecki.
Rezydentom nie podoba się również, że lekarzom dentystom odmówiono bonu patriotycznego, czyli dodatku do pensji dla lekarzy, którzy dwa z pięciu pierwszych lat po uzyskaniu dyplomu specjalisty zdecydują się przepracować w Polsce. Jak tłumaczył przewodniczący Porozumienia Rezydentów Marcin Sobotka, dla resortu oszczędność jest niewielka, bo rezydentów-dentystów jest ok. 100. Tym bardziej nie rozumie, dlaczego ministerstwo nie uznaje dentystów za lekarzy.