Koronerem będzie mógł zostać lekarz ze specjalizacją z medycyny sądowej, patomorfologii, anestezjologii i intensywnej terapii oraz medycyny ratunkowej – zakłada wstępny projekt ustawy o stwierdzaniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów. Trafił do partnerów społecznych.
Czytaj także: Śmierć stwierdzi ratownik medyczny, a zgon potwierdzi koroner
Poza nimi koronerem, a więc opłacanym z budżetu państwa urzędnikiem, który stwierdzi zgon i określi, czy nastąpił on z przyczyn naturalnych czy w wyniku działania osób trzecich, będzie mógł zostać lekarz z trzyletnim stażem, który przejdzie odpowiednie badania w zakładzie medycyny sądowej.
Praca dla pięciu osób
Lekarzy dziwią takie kryteria, bo odróżniania znamion śmierci z przyczyn naturalnych i w wyniku działania osób trzecich poza medykami sądowymi uczeni są w trakcie kształcenia specjalizacyjnego tylko patomorfolodzy.
– To miłe, że będziemy mogli zostać koronerami bez dodatkowych szkoleń, ale zupełnie nie rozumiem dlaczego – mówi nam jeden z warszawskich anestezjologów, który wątpi, czy jego koledzy zechcą zostać koronerami. – Zarobki anestezjologów osiągają od 100 nawet do 200 zł za godzinę. Nie sądzę, by którykolwiek z kolegów zamienił je na orzekanie zgonu za 10 proc. średniej krajowej, czyli ok. 400 zł za kilka godzin trudnej i bardzo niewdzięcznej pracy. Stwierdzanie zgonu, zwłaszcza w terenie, nie jest przyjemne. Niełatwy jest też kontakt ze zrozpaczoną rodziną. To trudna praca – dodaje lekarz.
A prof. Andrzeja Marszałka, konsultanta krajowego patomorfologii, niepokoi, że ustawodawca nie przewidział systemu certyfikacji i recertyfikacji koronera.
– Gdyby przyszły urzędnik miał się szkolić na specjalnym kursie, to jego wiedzę powinno się sprawdzić podczas egzaminu i potwierdzić certyfikatem. A potem, co jakiś czas, weryfikować te umiejętności – zauważa profesor i dodaje, że zadania, jakie ustawodawca chce powierzyć koronerowi, nadają się raczej dla całej instytucji, na wzór oglądanych w serialach amerykańskich typu „CSI". – Zgodnie z art. 3 projektu ustawy koroner musi zabezpieczyć ślady, ustalić czas zgonu, zebrać wywiad o okolicznościach zdarzenia i przewieźć zwłoki. To praca dla pięcioosobowego zespołu na trzy godziny. Zakładam, że każdy lekarz, który skończył studia, powinien umieć stwierdzić zgon i podać jego przyczyny, ale niekoniecznie umieć zabezpieczyć materiał i ślady pod kątem dalszego postępowania z zakresu medycyny sądowej – podkreśla prof. Marszałek.
Dziwna telekonsultacja
Zgadza się z nim inspektor Mariusz Sokołowski, były policjant, wieloletni rzecznik Komendy Głównej Policji.
– Czym innym jest medycyna, a czym innym technika kryminalistyczna. Technik kryminalistyki, odpowiedzialny za zbieranie śladów i dokumentację miejsca zdarzenia, przechodzi wielomiesięczne szkolenie i regularnie pogłębia wiedzę na kursach. To osobny zawód – twierdzi Sokołowski.
Eksperci nie rozumieją też, na jakiej zasadzie miałaby się odbywać zapisana w art. 5 konsultacja z medykiem sądowym z zakładu medycyny sądowej uczelni medycznej „za pomocą systemu telemedycznego". Lekarze podkreślają, że w ustawie nie przewidziano ani dyżurów takich specjalistów, ani ich finansowania. Profesor Marszałek dodaje, że telekonsultacja stwarza także problem odpowiedzialności za ewentualny błąd – koronera czy konsultującego specjalisty.
Mimo to lekarze chwalą projekt regulacji.
– Spory o to, kto ma stwierdzić zgon osoby zmarłej na ulicy, toczą się od lat. Dobrze, że Ministerstwo Zdrowia postanowiło uregulować tę kwestię, zwłaszcza że zmniejsza się liczba lekarzy jeżdżących w karetkach – uważa dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, lekarz, który wiele lat jeździł w pogotowiu.
Działania resortu chwalą też lekarze rodzinni.
– Ustawa o koronerach jest potrzebna, bo dziś w kwestiach orzekania zgonu panuje wielki bałagan. Od lekarzy rodzinnych żąda się, by potwierdzali śmierć swoich pacjentów, co nie tylko koliduje często z ich codzienną pracą, ale nie jest wynagradzane. Wstępny projekt ministerstwa ma wady, ale jest krokiem w dobrym kierunku – uważa dr Jacek Krajewski z Porozumienia Zielonogórskiego.
Etap legislacyjny: konsultacje wewnątrzresortowe