"Rzeczpospolita": Czym wyróżniał się Google na tle pierwszych wyszukiwarek internetowych z lat 90. XX wieku?

prof. Włodzimierz Gogołek: Z perspektywy czasu kluczowy dla sukcesu Google’a wydaje się być, i nadal zresztą pozostaje, fantastyczny model komercjalizacji usług wyszukiwarki. Właśnie to stanowiło fundament jej mocnej pozycji, a dokładniej mówiąc AdWords i AdSense, czyli spersonalizowana reklama – mechanizm ten opierał się na analizie treści zapytań.

Czyli Google nie tylko odpowiada na nasze pytanie, ale też analizuje powody, dla których to pytanie zadaliśmy.

W ślad za komercjalizacją poszła nadzwyczaj trafna ocena jakości stron z punktu widzenia nie tylko konstrukcji, ale przede wszystkim ich zawartości i treści, czyli Page Rank (od nazwiska twórcy Google’a Larry’ego Page’a). To podstawowy – niestety niejedyny – determinant pozycji ocenianej strony w wynikach wyszukiwania.

Skoro zgadzamy się na zapisywanie ciasteczek, to czy Google ma coś na sumieniu, jeśli chodzi o ochronę prywatności?

Narzędzie jest genialne ze względu na dodatkowe względem wyszukiwania rewelacyjne usługi, m.in. mapy, świetne bazy zasobów informacyjnych nauki. Dzięki jednej z usług moi studenci zdają egzaminy na komórkach, Google potrafi przewidzieć grypę szybciej niż instytucja państwowa. To tyle w kwestii zachwytów. Wyszukiwarka pokazuje często prawdę, ale bywa też, że świadomie ukazuje ją niecałą lub wręcz zmodyfikowaną. Na przykład Krym wyszukiwany z terenu Ukrainy lub z Rosji leży po innych stronach granicy.

Co decyduje o tym, że inne wyszukiwarki mają nikłe szanse w konkurencji z Google’em?

To nie Google o tym decyduje, tylko nasze realne potrzeby, najczęściej manifestowane bezkrytycznym korzystaniem z tego narzędzia. Nie jest to zbyt szczęśliwe, że treści wskazywane przez Google’a – dotyczące wartości etycznych, biznesowych, społecznych czy politycznych – są także manipulowane. Jeżeli wyszukuję samochody, to najpierw zobaczę amerykański, a nie francuski.

To znaczy, że Google czyni świat jeszcze bardziej amerykańskocentrycznym.

Z takiego powodu Chiny wcale nie tęsknią za Google’em i nie jest on tam dostępny. Jednak po kilkuletniej niechęci zarządców tej wyszukiwarki do udostępniania swoich usług w Państwie Środka Google coraz wyraźniej zabiega – z pewnymi ustępstwami – o ogromny chiński rynek. Tym bardziej, że już wkrótce możemy się spodziewać nowego internetu – internetu 2.0 made in China. ©?