Rzeczpospolita: Portal WikiLeaks opublikował ponad 8 tysięcy dokumentów, które mają ujawniać kulisy hakerskiej działalności CIA. Agencja podobno potrafi się włamać do większości telefonów, a nawet telewizorów.

Adam Haertle: Najwyraźniej wyciek nastąpił co najmniej rok temu, bo opublikowane dane o tych narzędziach pochodzą z przełomu 2015 i 2016 roku. Więc nawet jeśli były używane do ataków na telefony komórkowe, to dziś są bezużyteczne. Dostępne na rynku urządzenia mają już nowe systemy operacyjne, które są odporne na te narzędzia.

Gdzie kończy się chęć zapewnienia bezpieczeństwa, a zaczyna inwigilacja obywateli?

CIA nie podsłuchuje Amerykanów, tylko obywateli innych krajów, którzy mogą zagrozić bezpieczeństwu USA. Potwierdzają to udostępnione przez WikiLeaks dokumenty. Inaczej było w przypadku wycieku informacji dotyczących działania NSA (National Security Agency), która jest podejrzewana o to, że sięga zbyt daleko w swoich programach inwigilacji internetu i podsłuchuje Amerykanów.

Zagrożenie dotyczy nie tylko indywidualnych użytkowników, ale także instytucji, np. biznesowych.

Służby wywiadowcze powinny się skupiać na działaniu związanym bardziej z polityką niż z konkurencją ekonomiczną. Ale ewidentnie widać, że wszystkie duże kraje wykorzystują swoje służby do szpiegostwa przemysłowego. Chińskie służby wywiadowcze wykradały informacje z amerykańskich firm związanych z sektorem militarnym i zaawansowanymi technologiami. To działanie wykraczające daleko poza typową działalność wywiadowczą i po prostu przestępstwo.

Jak Polska radzi sobie z problemem cyberprzestępczości?

Znajdujemy się w grupie krajów, które są poza światową czołówką, jeśli chodzi o bezpieczeństwo w sieci. Najlepsze są Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Francja czy Izrael. My mamy za mało środków, doświadczenia i ekspertów, aby być na takim poziomie jak nasi najwięksi konkurenci na arenie światowej. Na szczęście możemy liczyć na sojuszników z NATO.