Eksperci z Reasa szacują, że w stolicy jest 5,5 tys. gotowych a niesprzedanych lokali, w Krakowie - ok. - 3,2 tys., w Trójmieście - 2,3 tys., we Wrocławiu - 2,1 tys., w Poznaniu - 1,3 tys., a w Łodzi - ok. 1 tys. lokali.
- Zakładając, że więcej mieszkań na rynek nie wejdzie, w Krakowie na wyprzedaż oferty deweloperskiej potrzeba 8,3 kwartału. Warto jednak podkreślić, że w tym mieście sprzedaż mieszkań idzie lepiej bez programu "Rodzina na swoim" niż wcześniej - mówi Katarzyna Kuniewicz, dyrektor w firmie Reas. - W Warszawie, aby firmy pozbyły się mieszkań, potrzeba 6,5 kwartału, w Poznaniu i Łodzi - 6,9 - 7 kwartałów, a w Trójmieście i Wrocławiu 5,8 kwartału. W ofercie są jeszcze mieszkania z 2008 i 2009 roku.
Eksperci Reasa zwracają uwagę, że trudno spodziewać się dobrej sprzedaży lokali w kolejnych miesiącach, gdy pojawią coraz gorsze dane makroekonomiczne.
- Jeśli gospodarka odbiłaby się w drugiej połowie br., jak twierdzą niektórzy analitycy, pewnie i rynek nieruchomości ożywiłby się. Jeśli jednak tak się nie stanie, ludzie nadal będą się bali inwestować - prognozuje Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy Reas.
Dodaje, że ceny ciągle pozostają w trendzie spadkowym, choć znacznych przecen nie należy się spodziewać. Kiedy będzie najlepszy moment na kupno własnego M?
- Jeśli nawet uznamy, że najlepsza chwila na zakupy będzie za dwa kwartały, to może się okazać, że grupa nabywców, którzy mogliby sobie dziś pozwolić na inwestycję, za dwa kwartały będzie w gorszej sytuacji finansowej, więc nie w ogóle nie będzie jej stać na mieszkanie - uważa prezes Kirejczyk. Szczególnie, gdy banki zaczną wymagać wkładu własnego od przyszłego roku, a takie są zapowiedzi nadzoru bankowego.
Z analiz Reasa wynika, że około 30 proc. inwestycji deweloperskich na rynku może mieć kłopoty, gdyż są w ostatniej fazie budowy, a na większość mieszkań w projektach nie ma chętnych.
Np. w Warszawie oddano niedawno budynek, który jest gotowy, a nabywców znalazło w nim zaledwie 30 proc. lokali. Niewielu deweloperów stać na utrzymywanie takich projektów latami. Wielu mniejszym firmom może zabraknąć pieniędzy na dokończenie osiedli, które są w ostatniej fazie prac, a zaledwie połowa mieszkań została sprzedana. Banki nie są skore do finansowania mieszkaniówki, szczególnie, gdy sprzedaż nie idzie. To oznacza kłopoty i dla tych firm, i dla tych, którzy kupili u nich lokale.
- więcej jutro na na stronach ekonomicznych "Rz"