Od 9 marca nowe domy jednorodzinne, bloki, budynki usługowe oraz wiele innych obiektów nie będą już wymagać sporządzania świadectw energetycznych. Dzięki temu każdy będzie mógł załatwić formalności kończące budowę bez konieczności dostarczania tego certyfikatu nadzorowi budowlanemu.

Bez obowiązku

Takie zmiany przewiduje obowiązująca od poniedziałku ustawa z 29 sierpnia 2014 r. o charakterystyce energetycznej budynków

Zmiana podoba się inwestorom. – O jeden papierek i wydatek mniej – kwituje Jacek Bielecki, dyrektor firmy deweloperskiej Marvipol. – Czy certyfikat jest, czy nie, nowe budynki muszą spełniać określone normy efektywności energetycznej – wskazuje.

Wymóg na papierze

Ustawa wprowadza również zmiany dla sprzedających lub wynajmujących mieszkanie na rynku wtórnym. Kupujący czy najemca będzie mógł w ciągu dwóch tygodni od zawarcia umowy sprzedaży bądź najmu mieszkania (domu), zwrócić się do sprzedającego /wynajmującego o dostarczenie certyfikatu energetycznego. Ten będzie miał dwa miesiące na jego przekazanie. Potem nabywca lub najemca będzie mógł sporządzić go na własny koszt i zażądać zwrotu pieniędzy.

Przepisy przewidują jednocześnie, że nie będzie się można zrzec prawa do certyfikatu, np. w akcie notarialnym.

– Do tej pory przepisy stanowiły tylko, że notariusz ma poinformować strony transakcji, że kupujący może żądać certyfikatu od sprzedającego – tłumaczy notariusz Robert Dor. – Prawie nikt jednak z kupujących z tego prawa nie korzystał. Nie sądzę, by nowe przepisy w tym zakresie coś zmieniły.

– Obecnie świadectwa w żaden sposób nie wpływają na wartość nieruchomości. Traktowane są jako zbędna formalność, za którą trzeba zapłacić – tłumaczy Robert Dor.

Ponadto przepisy nie przewidują sankcji za niedostarczenie świadectwa kupującemu/najemcy.

Uciążliwy obowiązek posiadania certyfikatów będą mieli nadal właściciele i zarządy budynków użyteczności publicznej (np. sądy, urzędy państwowe itp.). Jeżeli powierzchnia tych nieruchomości przekroczy 250 m kw.,będą musieli sporządzić świadectwo i powiesić je w widocznym miejscu.

Najwięcej kontrowersji wywołuje jednak rozszerzenie listy uprawnionych do sporządzania certyfikatów energetycznych o osoby, które ukończyły studia z tytułem inżyniera lub magistra inżyniera albo studia równorzędne.

– Świadectwa będą mogły sporządzać także osoby, które nie mają żadnego przygotowania – uważa Małgorzata Popiołek z Narodowej Agencji Poszanowania Energii SA. – Co bowiem o np. termoizolacyjności budynku wie zootechnik z tytułem inżyniera?

Wprawdzie nowe przepisy przewidują, że jakość świadectw będzie kontrolowana na wniosek osoby, która zleciła ich wykonanie, bądź też z urzędu, ale niewiele osób potrafi samodzielnie ocenić jakość certyfikatu energetycznego, a kontrole z urzędu będą tylko wyrywkowe – zwraca uwagę.

Czym jest ten dokument

Certyfikaty energetyczne to pomysł unijny. Wprowadzono je w Polsce 1 stycznia 2009 r.

Dokument ten powinien określać wielkość zapotrzebowania na energię niezbędną do ogrzania lokalu lub budynku, a także do podgrzania wody, wentylacji i klimatyzacji.

Świadectwo jest ważne przez dziesięć lat.

Wydanie certyfikatu przez specjalistę kosztuje: dla lokalu – od 150 zł, dla domu jednorodzinnego – od 500 zł. Cena zależy od powierzchni, daty wybudowania, dokumentacji technicznej.

Certyfikaty wprowadziła dyrektywa 2002/91/WE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. W 2010 r. zastąpiła ją dyrektywa 2010/31/UE.

Drugą dyrektywę Polska miała obowiązek wprowadzić do 1 stycznia 2013 r., robi to dopiero teraz.