Choć wielu Polaków już marznie w swoich mieszkaniach, nie powinni spodziewać się ciepłych kaloryferów w jakimś konkretnym dniu, z góry ustalonym np. przez rząd. Tak było kiedyś, w czasach PRL. Sezon grzewczy w budynkach z centralnym ogrzewaniem rozpoczynał się w całej Polsce najczęściej 15 października i trwał do 25 kwietnia. Obie daty były wyznaczane w przepisach dotyczących gospodarki mieszkaniowej.

A jak jest teraz? Niektóre wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe włączają ogrzewanie dopiero, gdy na zewnątrz utrzymuje się temperatura  maksymalnie 15°C, inne startują, gdy średnia dobowa temperatura wynosi 10–12°C. Są też osiedla, na których kaloryfery zaczynają grzać zawsze na przełomie września i października. Od czego zależy zatem, czy będziemy mieli ciepło w grzejnikach?

Czytaj więcej

Mieszkanka bloku dostała karę, bo oszczędzała na ogrzewaniu

Prawo lakonicznie definiuje sezon grzewczy

Kluczowym dokumentem regulującym tę kwestię jest wciąż obowiązujące rozporządzenie ministra gospodarki z 15 stycznia 2007 r. Definicję sezonu grzewczego znajdujemy w § 2 pkt. 20. Zgodnie z nią sezon grzewczy to po prostu „okres, w którym warunki atmosferyczne powodują konieczność ciągłego dostarczania ciepła w celu ogrzewania obiektów”. Tyle i nic więcej. Ani to rozporządzenie, ani ustawa Prawo energetyczne nie narzucają konkretnych ram czasowych czy pogodowych ogrzewania budynków. Wynika z tego, że elektrociepłownie muszą być przygotowane na dostarczanie ciepła przez cały rok.

Przepisy rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie określają jednak minimalne temperatury, służące do obliczania mocy instalacji i urządzeń do ogrzewania budynków. Są to temperatury, które muszą być zapewnione wewnątrz różnych typów pomieszczeń:

  • minimum 20°C – w pomieszczeniach przeznaczonych na stały pobyt ludzi bez okryć zewnętrznych, niewykonujących w sposób ciągły pracy fizycznej, czyli m.in. w pokojach mieszkalnych, kuchniach, przedpokojach;
  • minimum 24°C – w łazienkach.

Można z tego wywnioskować, że jeśli temperatura w mieszkaniach spadnie poniżej tych wartości, trzeba uruchomić dostawy ciepła do budynku.

Decyzja o otwarciu zaworów leży po stronie zarządcy budynku

Decyzję o włączeniu ogrzewania w budynku podejmuje jego zarządca. Trzeba jednak pamiętać, że może on brać pod uwagę standard energetyczny budynku. Nowoczesne, energooszczędne bloki czy budynki poddane termomodernizacji wolniej oddają ciepło, dlatego tam sezon grzewczy może rozpocząć się kilka dni później niż w starszych, nieocieplonych budynkach.

W budynkach zmodernizowanych proces ogrzewania często jest w dużej mierze zautomatyzowany. Czujniki pogodowe na bieżąco monitorują warunki na zewnątrz i samodzielnie regulują dostawy ciepła. Np. mogą je zmniejszyć lub przerwać w ciągu dnia, gdy słońce nagrzewa mury, a wznowić lub zwiększyć wieczorem.

Czytaj więcej

Czy można skarżyć zarząd wspólnoty za brak ciepła w mieszkaniu

Można przyspieszyć grzanie w bloku

Mieszkańcy nie muszą czekać na decyzję spółdzielni lub zarządcy we wspólnocie o rozpoczęciu sezonu grzewczego. Firma ciepłownicza zwykle dostarcza ciepło do węzła grupowego, a techniczne możliwości rozpoczęcia lub wstrzymania dostarczania ciepła na odcinku od węzła grupowego do lokali ma wspólnota mieszkaniowa lub spółdzielnia. Zarządca działa w jej imieniu. Jeśli zatem pomimo chłodu, kaloryfery wciąż pozostają zimne, a temperatura w pokojach spada poniżej przepisowych 20°C, mieszkańcy powinni zgłosić ten fakt do zarządcy, najlepiej w formie pisemnej lub mailem. Zgodnie z przepisami, powinien on zapewnić komfort cieplny w mieszkaniach.

Na koniec przypomnijmy o ważnym szczególe: pomimo włączenia dostaw ciepła do budynku, kaloryfery w mieszkaniu nie będą efektywnie grzać, jeśli są zapowietrzone. Można to poznać, gdy termostat jest ustawiony na maksymalną moc, a mimo to kaloryfer nie grzeje, grzeje słabo lub grzeje tylko z jednej strony. W takiej sytuacji trzeba grzejnik odpowietrzyć.