Jedynie we Wrocławiu w II kwartale na rynku wtórnym transakcje były zawierane po cenach niższych kwartał do kwartału – wynika z raportu, którego podstawą są transakcje dokonywane przez pośredników Metrohouse w największych miastach Polski. W pozostałych czterech głównych ośrodkach ceny nominalne albo były stabilne, albo poszły w górę.

Metrohouse i Credipass: w II kwartale na rynku wtórnym ceny transakcyjne w górę

W Krakowie średnia cena za mkw. urosła kwartał do kwartału o 5 proc., do 14 tys. zł.

W Warszawie urosła o 2,8 proc., do 15,82 tys. zł.

W Gdańsku o 1,4 proc., do 13,61 tys. zł.

W Łodzi średnia cena wyniosła 7,73 tys. zł, o 0,2 proc. mniej niż rok wcześniej.

We Wrocławiu spadek sięgnął 3,2 proc., do 11,92 tys. zł za mkw.

We wszystkich pięciu miastach ceny transakcyjne były wyższe niż rok wcześniej: od 1,4 proc. w Warszawie po 12,7 proc. w Gdańsku.

Z raportu wynika, że na rynku wtórnym kupowane są mieszkania o powierzchni 45-54 mkw., a bez Łodzi 45-49 mkw. Średnie ceny całkowite wahają się między 416 tys. a 772 tys. zł – w takim ujęciu najtaniej jest w Łodzi, a najdrożej w Warszawie.

„Są to więc klasyczne mieszkania dwupokojowe lub kompaktowe lokale 3-pokojowe. Mimo powtarzających się zakresów powierzchniowych, zainteresowaniem cieszą się rzadziej reprezentowane na rynku większe mieszkania o metrażach ponad 70 mkw. W przypadku największych miast widoczna jest tu konkurencja z popularnym w ostatniej dekadzie budownictwem szeregowym, który stanowi substytut mieszkania w domu. Zwykle w cenie trzypokojowego mieszkania w dużym mieście jesteśmy w stanie kupić tzw. segment w gminach okalających miasto” – czytamy w raporcie.

Czytaj więcej

Droższe mieszkania z drugiej ręki. Wyłamuje się Łódź

Rośnie popyt na kredyty mieszkaniowe. Jakie oprocentowanie wybrać?

Analitycy podkreślają ożywienie popytu na kredyty mieszkaniowe. Ich zdaniem, mimo utrzymującej się niepewności makroekonomicznej i geopolitycznej, konsumenci masowo przystąpili do realizacji odłożonych potrzeb mieszkaniowych. Przy tym po raz pierwszy od dłuższego czasu finansowanie oparte na zmiennej stopie procentowej okazało się tańsze od tego z oprocentowaniem okresowo stałym.

– Mamy do czynienia z bardzo wymagającym i paradoksalnym kwartałem. Przez ostatnie lata klienci rutynowo wybierali oprocentowanie okresowo stałe, traktując je jako naturalną polisę ubezpieczeniową na czas niepewności i korzystając z sytuacji, w której było ono po prostu tańsze niż stopa zmienna. Obecnie ten dylemat powraca z pełną mocą, ponieważ kalkulacje matematyczne zaczęły premiować oferty zmiennoprocentowe. Co warte odnotowania, w ostatnich tygodniach obserwujemy już lekkie spadki stawek stałych, co stopniowo zmniejsza tę dysproporcję rynkową – skomentował Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy z firmy Credipass. – Drugim wyzwaniem dla odbudowującego się popytu pozostaje czas procesowania wniosków. Ogromny napływ dokumentów sprawił, że bankowe działy analiz uległy wyraźnemu zapchaniu, a czas oczekiwania na ostateczne decyzje kredytowe uległ w ostatnim okresie odczuwalnemu wydłużeniu – dodał.

Czytaj więcej

Padł nowy rekord średniej kwoty kredytu mieszkaniowego. Popyt dalej rozgrzany

Według danych Biura Informacji Kredytowej, w maju banki i SKOK-i udzieliły 27,6 tys. kredytów mieszkaniowych o wartości ponad 13,1 mld zł. W ciągu pięciu miesięcy 2026 r. banki i SKOK-i sprzedały łącznie 130,2 tys. kredytów o wartości 60,6 mld zł. To o odpowiednio 49,5 i 61,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 r.

Według wcześniejszych danych BIK, w maju o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,1 tys. osób, o 17 proc. więcej niż rok wcześniej i o 6,7 proc. więcej niż w kwietniu. Duży apetyt na pożyczki zatem nie gaśnie, przy czym apogeum przyniósł marzec z aż 63,3 tys. wnioskujących.

W tej chwili około 30 proc. kredytów mieszkaniowych zaciągają osoby, które refinansują wcześniejsze, obecnie droższe w obsłudze zadłużenie.