O sytuacji na rynku mieszkań mówi Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych ECO-Classic:

Ceny mieszkań lekko wzrosły, co najlepiej widać, porównując lokale z różnych segmentów. O ile ceny mieszkań z sektora premium utrzymują się od kilku sezonów na stabilnym poziomie, o tyle ceny mieszkań z segmentu popularnego rzeczywiście poszły w górę. Złożyło się na to wiele czynników, m.in. podwyżki cen gruntów, materiałów budowlanych oraz wyższe stawki za robociznę, co wynika ze wzrostu płac.

Najbardziej drożeją mieszkania w Gdańsku. Mniejsze jedno- i dwupokojowe lokale o powierzchni do 40 mkw. w ciągu roku podrożały nawet o kilkanaście procent. Ceny średnich i dużych lokali wzrosły o kilka procent. Dobra sytuacja na rynku pracy sprawia, że ludzie chętniej decydują się na zakup większych mieszkań, których ceny całkowite są oczywiście wyższe.

W najbliższych miesiącach ceny powinny się utrzymać na obecnym poziomie. Niskie oprocentowanie lokat sprzyja zakupom inwestycyjnym. Dzięki dobrej sytuacji na rynku pracy poprawiła się również sytuacja ekonomiczna Polaków.

Niskie bezrobocie i rosnące wynagrodzenia sprzyjają podejmowaniu decyzji zakupowych. Poczucie stabilności zatrudnienia jest zawsze czynnikiem stymulującym podejmowanie istotnych decyzji związanych z długoterminowymi zobowiązaniami, takimi jak właśnie np. zakup nowego mieszkania. Nie ma natomiast podstaw do tego, by wieszczyć nadejście bańki na rynku mieszkaniowym. Podaż i popyt się równoważą. Duża konkurencja na rynku, rozsądna polityka wielu deweloperów oraz umiejętność prognozowania i reagowania na zmiany koniunktury zapewniają bezpieczeństwo.

Największą grupą zainteresowaną zakupem nowego mieszkania są rodziny, które zaspokajają własne potrzeby mieszkaniowe, a ich możliwości finansowe są jednak, mimo dobrej sytuacji na rynku pracy, ograniczone. Deweloperzy muszą mieć więc na uwadze, że zbyt agresywny i szybki wzrost cen mieszkań może wypchnąć z grona kupujących znaczną część potencjalnych klientów.

Pojawienie się bańki cenowej spowodowałoby również wyjście z grona kupujących drugiej dużej grupy klientów, czyli osób, które kupują mieszkania na wynajem. Duży wzrost cen mieszkań oznaczałby spadek dochodów z najmu, co w kolejnych krokach przełożyłoby się na zmniejszenie liczby zakupów inwestycyjnych.