– W ciągu ostatnich pięciu lat w Polsce oddano do użytku największą liczbę mieszkań spośród krajów Centralnej i Wschodniej Europy – aż 33 procent wszystkich ukończonych lokali. Warszawa to najsilniejszy rynek mieszkaniowy w naszym regionie Europy – ogłosił wczoraj na spotkaniu z deweloperami Paweł Sztejter, partner w firmie doradczej Reas. – Na przykład podwarszawskie Piaseczno ma większą ofertę od Rygi czy Tallina. W 2010 roku najlepsze wyniki na rynku mieszkaniowym osiągnęła – zaraz za Warszawą – Praga, a dalej Bratysława i inne stolice krajów europejskich.

Stąd zagraniczni deweloperzy, nie zrażając się ponad 42 tysiącami nowych, niesprzedanych mieszkań w dużych miastach naszego kraju, chcą budować kolejne osiedla. Nie odstrasza ich też to, że w Polsce jedna czwarta lokali z oferty na rynku pierwotnym jest od miesięcy gotowa, a niektóre nawet od 2008 r. nie mogą znaleźć nabywców.

– Deweloperzy zagraniczni są szczęśliwi, że mogą budować u nas. W przypadku mieszkaniówki nadal jesteśmy zieloną wyspą. Wszędzie jest gorzej – komentuje Jacek Bielecki, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Zdaniem analityków ceny lokali z oferty deweloperskiej mogą w najbliższych miesiącach jeszcze nieco spaść. Jednak nie w najtańszym segmencie mieszkań popularnych po 5 – 6 tys. zł za mkw. Tymczasem dziś średnia cena mkw. w stolicy to 8,3 za mkw., podczas gdy w Łodzi 5,1 tys. zł, a w innych dużych miastach – 6,2 – 6,9 tys. zł za mkw. Obniżki będą dotyczyć oferty niedopasowanej do wymagań klientów, czyli mieszkań zbyt dużych lub zbyt drogich. A ci najchętniej kupiliby dziś trzy pokoje na powierzchni do 60 mkw., co zdaniem architektów powoduje, że najbardziej pożądane dziś mieszkania są niefunkcjonalne.

Jednak największym problemem na rynku jest nie to, że wracamy w nowych blokach do ciasnych klitek rodem z wielkiej płyty, ale to, że tylko 10 procent stawianych przez deweloperów mieszkań finansują banki. – W pozostałych przypadkach na budowę osiedli pieniądze wykładają indywidualni nabywcy mieszkań – zwraca uwagę Grzegorz Żochowski, partner w firmie Reas. – I od dziesięciu lat nikomu nie zależy na tym, aby to zmienić.

Na ten rok i przyszły Żochowski zapowiada bankructwa na rynku deweloperów i wykonawców. – Poradzą sobie tylko duże firmy, bo mają zaplecze finansowe. Emitują z powodzeniem obligacje, mają zaufanie banków. Małe będą wchodzić w spółki celowe z wykonawcami i mogą mieć kłopoty z dokończeniem budów – uważa.

W takim przypadku zawsze najbardziej tracą niedoszli nabywcy mieszkań.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki g.blaszczak@rp.pl