O sytuacji na greckim rynku nieruchomości piszą korespondenci "Le Figaro" z Aten. W stolicy kraju ceny zmalały o połowę od 2008 r., a na niektórych wyspach - o 30 proc. od 2011 r. Oficjalne dane banku centralnego wskazują na powszechny spadek cen o ok. 40 proc. od 2007 r.
Z kolei oferta nieruchomości rozszerzyła się. Według przewodniczącego związku pośredników w obrocie nieruchomościami, Giannisa Rewithisa, liczba mieszkań i domów wystawianych na sprzedaż wzrosła o 35 proc. od początku kryzysu.
- 80 proc. chętnych do kupowania na wyspach to cudzoziemcy, a 20 proc. - Grecy. Czekamy niecierpliwie na otwarcie banków (otwarto je 21 lipca, po trzech tygodniach przerwy), bo wielu Greków ma na koncie po ponad 100 tys. euro. Obawiając się chaosu, zechcą pewnie zainwestować je w coś trwałego - mówi.
Zainteresowanie zagranicy
Na chaos liczą cudzoziemcy. - Wiele osób niemieszkających tam na stałe interesuje się Grecją od czasu, gdy zaczęto mówić o Grexit - stwierdził dziennik "Kathimerini". -Większość stara się szukać wyjątkowych okazji przez placówki dyplomatyczne albo w Internecie. Zgłaszają się i zaczynają negocjować, aby zyskać na czasie. Zwłaszcza gdy czas przemawia przeciwko krajowi.
Portal internetowy Demeures de Grece notuje 3-4 razy więcej niż zwykle codziennych wizyt. Pytań o informacje jest w ostatnich dniach coraz więcej - z Francji np. wzrosły z 45 do do 65 proc. - Mój budżet może dojść do 1,5 mln euro. Biorąc pod uwagę możliwość Grexitu w najbliższych miesiącach lub latach mam nadzieję, że cena będzie odpowiednia do ryzyka - pisze potencjalny inwestor.