Gość przypomniał, że przez ostatnie lata papierkiem lakmusowym dla dewelopera, czy inwestycja była trafiona, było to, czy na zakończenie budowy zostawało 20-30 proc. mieszkań.
- Teraz są deweloperzy, którzy sprzedają wszystkie mieszkania przed zakończeniem budowy. To pokazuje, że ssanie na mieszkania jest bardzo duże – mówił Skirmuntt.
Przyznał, że ceny powoli rosną, ale są w miarę stabilne.
Wyjaśnił, że powody zakupu mieszkania są dwa: na własne potrzeby albo inwestycyjne.
- W przypadku potrzeb własnych, klienci szukają tego, na co mają zdolność kredytową. Następnie patrzą na ilość pokoi, która jest potrzebna rodzinie. Deweloperzy dostosowali się do tego i robią mieszkania kompaktowe, dwupokojowe - 35-40 mkw, trzypokojowe - 50 mkw. Największy popyt jest na najmniejsze mieszkania – tłumaczył.
- Inwestorzy szukają małych dwupokojowych mieszkań. Największy wzrost cen jest właśnie w segmencie tych mieszkań, bo tutaj spotykają się dwie grupy klientów – dodał.
Skirmuntt zaznaczył, że w dużych miastach ok. 30 proc. mieszkań jest kupowane z myślą o wynajmie.
Dodał, że pojawia się coraz więcej inwestorów z zagranicy.
- Barierę w Polsce stanowi prawo. Mamy niedostateczną ochronę właścicieli mieszkań przed wynajmowaniem osobie, która nie płaci. Jeśli będą wchodziły duże fundusze, to dla nich to ryzyko jest bardzo istotne – ocenił.
Skirmuntt przypomniał, że w 2009 r. firmy pośredniczące znalazły się w kryzysie.
- Banki zamknęły kredytowanie, deweloperzy z wysokimi cenami zatrzymali się i postanowili przeczekać. W firmie w której wtedy pracowałem przez 6 miesięcy nie sprzedaliśmy ani jednego mieszkania na rynku pierwotnym – mówił.
- Sprzedawano trochę mieszkań na rynku wtórnym. Powoli ta sytuacja się unormowała, ale firmy pośredniczące dostały wtedy po skórze – dodał.
Gość podkreślił, że obecnie ceny mogą wystrzelić w górę, bo brakuje gruntów, szczególnie w dużych miastach.
Przypomniał, że w czasie kryzysu branżę budowlaną uratowały inwestycje infrastrukturalne.
- W tej chwili mieszkalnictwo idzie dobrze. Jeśli do tego dodamy kolejne budowy dróg, to ludzi do pracy będzie brakować – ocenił.
Skirmuntt zaznaczył, że inwestorzy, którzy kupują mieszkania na wynajem płacą gównie gotówką.
- Młodzi ludzi, którzy kupują dla siebie, głównie na kredyt – mówił.
- Im inwestycja jest droższa a mieszkania bardziej w centrum, tym więcej przy zakupie jest gotówki – dodał.
Gość ocenił, że program rządowy Mieszkanie+ mija się z tym, co robią deweloperzy.
- Deweloperzy budują dla klientów, którzy chcą kupić mieszkanie i stać ich na wzięcie kredytu. Program rządowy interesuje się osobami, które nie mogą wziąć kredytu – stwierdził.