Mikrotężnie są dziś bardzo popularne i coraz więcej miast decyduje się na postawienie takich obiektów. Mieszkańcy korzystają z nich zwłaszcza latem, traktując je jako miejsce odpoczynku, gdzie przy okazji można się schłodzić. Badania mikrobiologiczne wskazują jednak, że niektóre tężnie mogą stanowić źródło zakażeń.
Czytaj więcej
Nowe badanie z wykorzystaniem technologii LiDAR ujawniło setki konstrukcji ukrytych pod lasem deszczowym w Amazonii. Odkrycie sugeruje, że południo...
Miejskie tężnie nie są kontrolowane tak jak uzdrowiskowe
Prof. Katarzyna Wolny-Koładka z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie zbadała trzy takie obiekty w stolicy Małopolski. Jak przekazała w rozmowie z Radiem Kraków, we wszystkich stężenie bakterii Escherichia coli w solance było większe niż w Zalewie Nowohuckim czy rzece Dłubni. Co więcej, w mgiełce powstającej przy tężniach znaleziono więcej bakterii kałowych niż podczas wcześniejszych badań prowadzonych w oborach.
O tym, jak niebezpieczne może być korzystanie z miejskich tężni, mówią również lekarze. Prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych, w wypowiedzi dla Wirtualnej Polski podkreśliła, że woda w takich obiektach płynie w obiegu zamkniętym, a odwiedzający dotykają jej lub używają do ochładzania ciała, w ten sposób przenosząc bakterie. Ponadto Państwowa Inspekcja Sanitarna nie prowadzi rutynowego nadzoru nad miejskimi tężniami ani nie wykonuje regularnych badań wykorzystywanej w nich wody i powstającego aerozolu. Wynika to z ich statusu prawnego. Miejskie mikrotężnie są traktowane jako obiekty małej architektury wodnej, podobnie jak fontanny.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku tężni uzdrowiskowych. Funkcjonują one w systemie lecznictwa uzdrowiskowego i podlegają określonym w przepisach wymaganiom oraz kontroli.
Czytaj więcej
Niewielka meduza Turritopsis dohrnii potrafi w sytuacji zagrożenia wrócić do młodocianej formy i rozpocząć swój cykl życia od początku. Dzięki temu...
Aerozol z tężni może przenosić bakterie
Jak podkreślają eksperci, jednym z największych problemów jest to, że woda znajdująca się w miejskiej tężni nie jest dezynfekowana tak jak ta na basenach czy w jacuzzi. W związku z tym wystarczy, że woda z mgiełki pryśnie w okolice jamy ustnej lub nosa, aby doszło do zakażenia. Bakterie E. coli oraz enterokoki kałowe mogą powodować m.in. infekcje przewodu pokarmowego.
Czy to oznacza, że lepiej całkowicie zrezygnować z korzystania z miejskich tężni? Niekoniecznie. Prof. Boroń-Kaczmarska przyznaje, że takie obiekty dobrze nawilżają otoczenie i mogą przynosić ulgę podczas upałów. Zaleca jednak, aby zachować dystans, nie przebywać zbyt długo przy instalacji oraz przede wszystkim nie dotykać wody i nie polewać nią ciała.