Debata "Rzeczpospolitej": W trosce o zdrowe serce

Choroby układu krążenia są obecnie jednym z największych zagrożeń dla życia Polek i Polaków.

Aktualizacja: 30.11.2018 03:56 Publikacja: 29.11.2018 17:46

Jak radzić sobie z problemem? Czego potrzebują polscy kardiolodzy, by lepiej zadbać o nasze serca? Odpowiedzi szukali eksperci podczas debaty „Zaburzenia rytmu serca i ich konsekwencje dla zdrowia publicznego".

– Rozmowę o zaburzeniach rytmu serca powinniśmy oprzeć na demografii i potrzebie optymalizacji modelu opieki zdrowotnej – rozpoczął dyskusję dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Uczelnia Łazarskiego.

– W ciągu ostatnich 25 lat dokonał się przełom w kwestii oczekiwanej długości życia w Polsce, która zwiększyła się średnio o około siedem lat. Zgodnie z danymi OECD urodzony w 2016 r. statystyczny Polak będzie żył ok. 78 lat. Średnia dla mężczyzn wynosi ok. 74 lata, dla kobiet 82. Musimy sobie tutaj odpowiedzieć też na pytanie, jak długo żyjemy w zdrowiu? W przypadku mężczyzn jest to 60 lat, w przypadku kobiet 63 lata, gdy statystyczny Szwed żyje w zdrowiu ok. 74 lata. Z racji tego, że zaburzenia rytmu serca to schorzenia, których częstotliwość występowania wzrasta wraz z wiekiem, musimy być przygotowani na wzrost liczby osób, które będą cierpiały na zaburzenia rytmu. Według map potrzeb zdrowotnych zaburzenia rytmu diagnozowane są u ok. 150 tys. Polaków rocznie, a do 2030 r. liczba ta może wzrosnąć o ok. 30 proc. – mówił.

W 2050 r. według prognoz GUS ludność Polski zmniejszy się do 35 mln. Dzisiaj jest nas 38 mln. Odpowiada za to niski przyrost naturalny oraz nadumieralność w wyniku chorób układu krążenia oraz nowotworów. W 2017 r. na choroby układu krążenia umarło ok. 180 tys. Polaków (43 proc. zgonów ogółem, gdy w Danii i Francji zgony na choroby układu krążenia stanowią ok. 25 proc.). Z demografii i epidemiologii wynika pilna konieczność optymalizacji modelu opieki zdrowotnej zorientowanego na wartość – czyli uniknięcie zgonów oraz inwalidztwa z powodu chorób układu krążenia, w tym zaburzeń rytmu.

– W lutym 2018 r. opublikowano priorytety zdrowotne Ministerstwa Zdrowia. Na pierwszym miejscu zapisano spadek umieralności z powodu chorób sercowo-naczyniowych. Wymieniono trzy jednostki chorobowe: ostry zespół wieńcowy, niewydolność serca oraz udar mózgu. Nie wymieniono jednak zaburzeń rytmu, które są bezpośrednią przyczyną zgonów oraz prowadzą do śmiertelnych powikłań m.in. udarów mózgu – wskazywał Gierczyński.

– Wszyscy jesteśmy potencjalnymi pacjentami – wskazywał Marek Kustosz, przedstawiciel koalicji „Serce dla kardiologii", zwracając uwagę na niską świadomość problemu w społeczeństwie oraz fakt, iż edukacja jest równie ważna, a może nawet ważniejsza od samych procedur i rozwiązań systemowych.

– Jeśli porównamy wiedzę pacjentów w onkologii i kardiologii, to mamy przepaść, gdy mówimy o mobilizacji środowiska – wskazywał.

Piotr Lodziński, kardiolog, zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem, o którym często się nie mówi.

– Zaburzenia rytmu serca budują olbrzymi lęk. W krótkim czasie dochodzi do sytuacji, w której pacjenci dotknięci schorzeniem wycofują się z normalnego życia, a osoby w wieku produkcyjnym wyłączają się z aktywności zawodowej – tłumaczył.

Ekspert podkreślał ogromne szkody, jakie schorzenie wywołuje w psychice pacjenta. Osoby dotknięte arytmią potrafią diametralnie zmienić swoje przyzwyczajenia oraz zachowania. Często w stronę, która tylko pogłębia ich problemy zdrowotne.

– Część pacjentów zaczyna ograniczać aktywność fizyczną. W krótkim czasie występuje lub nasila się otyłość, nadciśnienie, rozwijają się kolejne powikłania sercowo-naczyniowe, których nie wiążemy bezpośrednio z zaburzeniem rytmu serca – wymieniał Lodziński, wskazując, że problem można rozwiązać.

– Usunięcie zaburzeń rytmu za pomocą ablacji często sprawia, że po krótkim okresie przejściowym pacjent zapomina o chorobie. Uczy się funkcjonować od nowa. Bez lęku wraca do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie – podsumował.

Zabieg ablacji pozwala na rozwiązanie problemów pacjentów cierpiących na zaburzenia rytmu serca.

– Ablacja to jest inwazyjne leczenie zaburzeń rytmu serca. Jest to metoda niezwykle skuteczna, która wielokrotnie pozwala pacjentowi nie przyjmować po niej żadnych innych leków antyarytmicznych. Mamy w Polsce około 100 ośrodków, które wykonują zabiegi ablacji. Możemy wykonywać ich więcej, ale musimy je najpierw zakontraktować – stwierdził Paweł Ptaszyński, z-ca dyrektora ds. medyczno-organizacyjnych Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Problem jednak w tym, że zabiegów tego typu wykonuje się w Polsce stosunkowo mało względem populacji oraz liczby chorych.

– Gdy porównamy sytuację w Polsce z sytuacją za granicą, mówię tutaj o czystych statystykach, to nie wypadamy najlepiej. W Czechach, kraju o populacji 10 mln osób, wykonuje się 6,5 tys. zabiegów ablacji. W Polsce wykonaliśmy tego typu zabiegów niewiele ponad 12 tys. w 2016 r. – wskazywał.

– Jak przypomniał dr Jakub Gierczyński, według raportu Uczelni Łazarskiego w 2014 r.NFZ rozliczył świadczenia w zakresie ablacji na kwotę ok. 230 mln zł, natomiast ZUS wydał na świadczenia z tytułu niezdolności do pracy z powodu zaburzeń rytmu serca ok. 130 mln zł – mówił.

– Potrafimy dzisiaj leczyć zaburzenia rytmu serca i robimy to niezwykle skutecznie. Mamy wybitnie wykształconych kardiologów, mamy wystarczającą liczbę ośrodków referencyjnych oraz mamy umiejętności techniczne. To, czego nie mamy, to odpowiedniej ilości zabiegów. Mówimy o dość nieskomplikowanej rzeczy, jaką jest zwyczajne kupienie większej ilości i tym samym zwiększenie ich dostępności. Moim zdaniem tu leży główny problem – wskazywał Jarosław Pinkas, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Pinkas uspokajał, że problem jest znany, prace nad jego rozwiązaniem trwają, a perspektywy jego rozwiązania są bardzo optymistyczne.

– Jestem głęboko przekonany, że mamy przed sobą dość dobry trend wzrostowy, a efektywność stosowanych procedur jest bardzo dobra – podkreślał Pinkas.

– Uważam, że jeśli spotkamy się np. za dwa lata, to będziemy w zupełnie innym miejscu. Po pierwsze dlatego, że cały czas obserwujemy trend wzrostowy, jeżeli chodzi o dostęp do tego typu procedur. Po drugie dlatego, że już dzisiaj podchodzimy do zagadnienia w sposób zorganizowany i posiadamy kompleksowe rozwiązanie problemu – mówił Pinkas.

Czy w takiej sytuacji możemy spać spokojnie, gdyż problemy związane z zaburzeniami rytmu serca zostaną rozwiązane?

– Jeśli za coś zabierają się kardiolodzy, to znaczy, że będzie to zakończone sukcesem – podsumował.

Jak radzić sobie z problemem? Czego potrzebują polscy kardiolodzy, by lepiej zadbać o nasze serca? Odpowiedzi szukali eksperci podczas debaty „Zaburzenia rytmu serca i ich konsekwencje dla zdrowia publicznego".

– Rozmowę o zaburzeniach rytmu serca powinniśmy oprzeć na demografii i potrzebie optymalizacji modelu opieki zdrowotnej – rozpoczął dyskusję dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Uczelnia Łazarskiego.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Nauka
Dieta ketogeniczna może powodować starzenie. Niepokojące wyniki badań na myszach
Nauka
Człowiek poznał kolejną tajemnicę orangutana. Naczelny potrafi się leczyć
Nauka
Czy mała syrenka musi być biała?
Nauka
Nie tylko niesporczaki mają moc
Nauka
Kto przetrwa wojnę atomową? Mocarstwa budują swoje "Arki Noego"
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy