Znakomici byli Symfonicy z Pittsburgha pod wodzą Manfreda Honecka – zespół muzyków o umiejętnościach godnych solistów, a przecież grających jak jeden, zgodny organizm z najwspanialszą chyba na świecie sekcją instrumentów blaszanych. Potwierdziła klasę sławna Orchestergebouw z Amsterdamu prowadzona przez Fina Santtu Matiasa Rovaliego. Emanowała energią (czasem wręcz nadmierną) Orchestre Symphonique de Montreal i jej szef Rafael Payare. Czasem jednak wystarczy na estradzie tylko jeden artysta i wtedy też powstaje wielka sztuka.
Andras Schiff
1. András Schiff
To już legenda światowej pianistyki, mistrz poza wszelkimi klasyfikacjami. Już w pierwszych minutach swego recitalu zaczarował publiczność grą i własnymi (nierzadko dowcipnymi) komentarzami. Na współczesnym fortepianie grał przez półtorej godziny Mozarta i Bacha nieprawdopodobnie pięknym dźwiękiem, a po przerwie na historycznym Pleyelu wykonał 24 preludia Chopina, odkrywając ich subtelność i bogactwo niuansów. Tej interpretacji powinni słuchać wszyscy uczestnicy Konkursu Chopinowskiego, próbujący w nich olśnić głównie szybkim tempem i mocnym forte.
Alexander Kantorov
2. Alexander Kantorov
29-letni Francuz, stosunkowo mało znany w Polsce, udowodnił nie tylko, że ma wspaniały warsztat pianistyczny, ale jest artystą wnikliwym i myślącym. I Koncert dostojnie zazwyczaj traktowanego Brahmsa wykonał z niesamowitą witalnością i z młodzieńczą pasją, bo też kompozytor, pisząc ten utwór miał mniej więcej tyle samo lat co Alexander Kantorov. Na bis była zaś również pełna emocji „Liebestod” Wagnera.
Eric Lu i Rafael Payare
3. Eric Lu
Ci, którzy rok temu głośno oburzali się, że skandalem był werdykt jurorów Konkursu Chopinowskiego, przyznających Amerykaninowi pierwszą nagrodę, powinni teraz spalić się ze wstydu. Eric Lu z orkiestrą z Montrealu zagrał Koncert e-moll Chopina (inny niż ten, który wybrał na konkurs) i była to interpretacja wytrawnego pianisty koncertowego. Były elegancki, chopinowski wdzięk, wyczucie każdej frazy, nieco liryki i nieco figlarności.
Bruce Liu
4. Bruce Liu
Kanadyjczyk nie jest już postrzegany wyłącznie jako zwycięzca Konkursu Chopinowskiego, zresztą udowadnia, że jego zainteresowania muzyczne są bardzo zróżnicowane, czego dowodem najnowsza, oryginalnie ułożona płyta „Lunaris” wydana przez Deutsche Grammophon. Na festiwalu zagrał idealnie pasujące do jego emploi „Wariacje na temat Paganiniego” Rachmaninowa, bo to wirtuozeria w czystej postaci. Wykonanie bezbłędne, ale Bruce’a Liu stać na więcej.
Vikingur Ólafsson
5. Vikingur Ólafsson
Nigdy dotąd nie występował w Polsce, a w świecie to pianista dziś absolutnie topowy. Swoją płytę z „Wariacjami Goldbergowskimi” promował setką występów na sześciu kontynentach. W Warszawie z Concertgebouw wybrał jednak V Koncert Beethovena, ozdobiony świetną techniką, ale całkowicie pozbawiony emocjonalnego wyrazu. Na szczęście na bis był dwukrotnie Bach.
Kevin Chen
6. Kevin Chen
Rok temu przegrał w Konkursie Chopinowskim o ułamki punktu z Erikiem Lu ponoć dlatego, że słabo wypadł w finałowym występie. Teraz dostał szansę i zagrał z Montrealczykami, inny niż w 2025 r. – Koncert f-moll. Wrażenie wywarł lepsze, choć pierwsza część była zbyt bezbarwna. Niewątpliwie jednak 21-letni Kanadyjczyk interesująco się rozwija.
Zitong Wang
7. Konkursowi laureaci
Na festiwal zaproszono też grupę ubiegłorocznych zdobywców nagród na Konkursie Chopinowskim. To ponowne z nimi spotkanie okazało się bardzo interesujące. Chinka Zitong Wang potwierdziła, że świetnie czuje się w nastrojowych formach romantycznych. Natomiast Vincent Ong z Malezji znów zaskoczył, znakomicie odnajdując się w mocnych etiudach Bartóka. A ulubienica konkursowej publiczności 17-letnia Tianyao Lyu, o której mówiono, że powinna zwyciężyć, zagrała Koncert f-moll równie pięknym i eleganckim dźwiękiem i równie bez emocjonalnej głębi jak rok temu.
Mikhail Pletnev
8. Mikhail Pletnev
Postrzegany jako mistrz mocno rozczarował zwłaszcza rozmytymi, pozbawionymi wyrazu preludiami i fugami Bacha. Również „Kreisleriana” Schuberta była nudnawa. Znacznie lepiej wypadł cykl lirycznych utworów Griega, ale na tej klasy artystę to jednak za mało.
Tomasz Ritter
Tomasz Ritter w innej konkurencji
Pozostaje tylko pytanie – gdzie zaś są polscy pianiści, praktycznie nieobecni na tegorocznym festiwalu. Nie traktujmy może tego faktu jako oceny stanu naszej pianistyki, cieszmy się, że podczas aż dwóch wieczorów wystąpił Tomasz Ritter, choć to artysta z nieco odmiennej kategorii. Tomasz Ritter wybrał bowiem fortepiany historyczne, które pod jego palcami potrafią ujawnić bogactwo barw. Warto czekać na płytę z kompletem koncertów Beethovena, jaka powstanie z jego festiwalowych występów.