Jego „Nawrócona" to historia miłosna, ale pod spodem kryje kolejne, coraz ciekawsze, literacko-historyczne warstwy.
Punktem wyjścia jest historia niewłaściwie ulokowanych uczuć. Ona to 17-letnia Vigdis Adela, chrześcijanka z normandzko-frankońskiej rodziny w Rouen, gdzie Sekwana znajduje ujście do kanału La Manche. Dawid Todros ma 20 lat i jest synem naczelnego rabina w Narbonie.
Spotykają się, kiedy chłopak przyjeżdża do Rouen pobierać nauki u wybitnych uczonych żydowskich. Jest rok 1087. Osiem lat później papież Urban II na synodzie w Clermont da hasło do rozpoczęcia krucjat i odbicia Jerozolimy z rąk muzułmanów. To zmieni Europę i zdewastuje życie bohaterów.
Młodzi zakochują się wbrew obyczajom, religii i rozsądkowi. Rodzice dziewczyny interweniują, próbują szukać dla córki chrześcijańskiego małżonka. Wtedy Vigdis i Dawid uciekają na południe.
67-letni Stefan Hertmans oparł swoją historię na szczątkowych źródłach, które w XIX wieku odnaleziono w Egipcie, ale pisarz zaznacza, że olbrzymia część „Nawróconej" to fikcja literacka.
– Możemy opowiadać o przeszłości, ale nie da się, tak jak w filmie hollywoodzkim, wejść do tej rzeczywistości. To byłby kicz – tłumaczy „Rzeczpospolitej". – Nigdy nie dotkniemy świata sprzed tysiąca lat. Dlatego w swojej narracji ujmuję także samego siebie, autora, który boryka się z historią i możliwościami jej przeniknięcia.
O tym, że zręcznie potrafi sięgać do źródeł i na ich podstawie kreować pasjonujące historie, Belg przekonał już w swoich poprzednich książkach. W 2015 r. ukazał się polski przekład jego najgłośniejszej, nagradzanej powieści „Wojna i terpentyna". Opowiadał w niej historię swojego dziadka, weterana I wojny światowej, odkrywając przed samym sobą, ale też przed swymi rodakami, niezabliźnione rany sprzed stu lat.
Powieść doczekała się licznych wydań w Belgii oraz publikacji w 16 krajach. Dziś Hertmans to jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców języka niderlandzkiego.
„Nawrócona" to powieść historyczna z elementami dziennika, w którym autor odkrywa swój warsztat, a także sposób gromadzenia dokumentacji. Hertmansowi znakomicie wychodzi portret psychologiczny Vigdis, dziewczyny zmieniającej się w kobietę. Autor intrygująco kreśli portret konwersji chrześcijanki, która wchodzi w świat judaizmu. Ryzykuje ona dobre imię, poczucie bezpieczeństwa, życie, nawet to pośmiertne, bo odstępstwo od wiary to grzech, za który groził stos oraz wiekuiste potępienie.
Dostajemy też znakomity portret XI-wiecznej Europy i jej mieszkańców, zadziwiająco mobilnych i nowocześniejszych, niż to się przyjęło uważać. Jednocześnie jest to świat bardzo niebezpieczny.
– Czytałem wiele o pogromach i wyprawach krzyżowych, które zanim dotarły na wschód, przewalały się przez Europę, niosąc śmierć i spustoszenie – opowiada Hertmans. – Krucjaty rozwaliły ówczesny porządek, rozpoczęły konflikt w Jerozolimie, który trwa do dzisiaj. A przede wszystkim rozwaliły życie mojej bohaterce.
Przy całej fascynacji wieloma barwami tej epoki Hertmans nie jest jednak naiwny, a do tego – jak sam mówi – nie znosi moralizowania. Na każdym kroku dostrzega cienie ówczesnego życia. Kreśli przerażające opisy spustoszeń, jakie czynili maruderzy na tyłach wypraw krzyżowych.
Czasami jak typowy zachodnioeuropejski, liberalny intelektualista wady dostrzega głównie w średniowiecznym katolicyzmie, a fascynuje go wszelka inność, zbyt łatwo kojarząca mu się ze współczesnością. Jednak sposób, w jaki to robi, jego literackie umiejętności, a także fantastyczne opisy średniowiecznej Prowansji i Narbony pozwalają przymknąć na to oko. A literackim talentem Belgowi udaje się załagodzić głęboki tragizm tej historii, bo „Nawrócona" jest melodramatem bez szczęśliwego zakończenia. ©?