Do dwóch warszawskich kin studyjnych – Luny i Kultury – trafiły filmy, które warto zobaczyć samemu i polecić znajomym.
Propozycję Jerzego Śladkowskiego, choć to dokument, ogląda się jak kino sensacyjno-przygodowe, doprawione na dodatek elementami komedii absurdu.
Reżyser zastąpił w nim materiały archiwalne animowanymi wstawkami, utrzymanymi w stylu retro. Pozwoliło mu to na wzięcie w nawias rozciągniętej w czasie opowieści o zamożnej żydowskiej rodzinie.
Przed wojną do seniora familii, fabrykanta, należała okazała łódzka kamienica. Po latach Atkinowie postanowili wrócić do kraju przodków po ukryty ponoć w ogrodzie skarb.
Niestety, kamienicę przejęło wojsko. By się do niej dostać, trzeba niekiedy karkołomnych zabiegów. Jakich? Pokazuje obfitująca w nieprawdopodobne i zabawne zwroty akcja.
Animacja „Millhaven" Bartka Kulasa, która poprzedzi projekcję „Dwóch Rembrandtów...", nie ma tak splątanych wątków, ale dostarcza mocnych wrażeń.
Inspiracją i osią narracyjną tego wielokrotnie nagradzanego, animowanego horroru muzycznego stała się psychodeliczna ballada „The Curse of Millhaven" Nicka Cave'a.
W filmie Bartka Kulasa zinterpretowała ją Katarzyna Groniec, dopełniając makabryczną, momentami surrealistyczną historię 15-letniej Loretty, którą bezbarwność życia zainspirowała do morderczego i porywającego widzów tańca.