To był pewnie ostatni taki weekend. Imprez w mieście i okolicach było bez liku, sprzyjała pogoda.Podwarszawski Modlin przeżył w weekend najazd widzów, którzy obejrzeli rekonstrukcję bitwy napoleońskiej z 1813 r. oraz obrony twierdzy z 1939 r. W ten sposób świętowano Europejskie Dni Dziedzictwa 2011.
– W czasie walk bardzo wiele zależało od tego, jak działała broń. Zdarzało się, że nie dochodziło do wystrzału lub proch rozrywał lufy. Stąd wzięło się powiedzenie „spalić na panewce", czyli że coś się nie udało – tłumaczył w czasie spektaklu komentator Andrzej Nieuważny, historyk specjalizujący się w dziejach XIX w.
Widzowie dowiedzieli się nie tylko, jak przebiegała sama walka, ale też jak żył przeciętny żołnierz na linii frontu. – Strzelec sprzed 200 lat pieszo przemaszerował całą Europę. Dlatego tak ważną częścią garderoby wojaka były nieprzemakalne buty – podkreślał komentator. Po zakończonej walce każdy z gości mógł się przespacerować po polu walki, poznać broń i umundurowanie wojsk, porozmawiać z aktorami i organizatorami wydarzenia. – W czasie spektaklu usłyszeliśmy ponad 600 wystrzałów z muszkietów – odpowiadał na pytania pirotechnik Artur Sobieraj. Ale ile w czasie spektaklu zużyto materiałów wybuchowych, nie chciał zdradzić. – Ze względu na bezpieczeństwo. Za dużo jest wariatów podpalaczy.
Podczas imprezy widzowie mieli okazję poznać także próbkę ułańskiego poczucia humoru. Po spektaklu ' starszy mężczyzna, żołnierz z 1939 r., żartował: – Takimi ślepakami to nawet mojej teściowej by nie przestraszyli.
Niecodzienny dywan ze szklanych tafli pojawił się z kolei w niedzielę na pl. Zamkowym. Akcja jest zapowiedzią specjalnego tygodnia programów telewizyjnych poświęconych Polsce w telewizji CNN. –Co to właściwie jest? – zastanawiali się przechodnie. – Nieładnie to wygląda – wzdychali.
Do Wilanowa, gdzie świętowano dni dzielnicy, w weekend ściągnęły tłumy warszawiaków. Pod Pałacem można było nauczyć się tańczyć tak jak 300 lat temu. A chętnych nie brakowało. – Fajne są te tańce, zupełnie inne niż w „Tańcu z gwiazdami" – mówiła 11-letnia Emilka.
Były występy mimów z wilanowskiego teatru, który w tym roku obchodzi dziesięciolecie.
Ich popisy wywoływały salwy śmiechu wśród najmłodszych, choć niektóre maluchy bały się aktorów z pomalowanymi na biało twarzami. A na plaży Wilanów rozbiły się m.in. miasteczka tureckie i bałkańskie. Tam dzieci mogły posłuchać bajek czy zbudować pałac sułtana z klocków.
Czytaj w Życiu Warszawy