Najsłynniejsze rockowe zespoły powracają, by zagrać jeden charytatywny koncert jak Led Zeppelin lub jak The Police zarobić gigantyczne pieniądze na tournee. Muzycy Soundgarden – Chris Cornell, Matt Cameron, Ben Shepherd i Kim Thayil – do pomysłu ponownego spotkania podeszli ostrożnie. Ale zrobili wszystko, by nie był to epizod.
W 2010 r., po raz pierwszy od 13 lat, postanowili spróbować sił podczas koncertów, a gdy wypadły dobrze, zdecydowali się na płytę „the best of". Teraz ukazał się pierwszy od 16 lat album studyjny „King Animal".
Efekt jest zaskakujący: można było się spodziewać dominacji Chrisa Cornela, który w okresie zawieszenia działalności zespołu odnosił sukcesy wraz z formacją Audioslave, pracował też z Timbalandem. Tymczasem, o dziwo, nagrania robią wrażenie dzieła zbiorowego, w którym stopiły się talenty i gusty wszystkich muzyków.
Zespół nie powtórzył żadnego z wcześniejszych albumów, co przy comebackach prawie się nie zdarza. Nie epatuje spektakularnie głośną i ciężką muzyką gitarową. Nagrania są mocne, ale emanują spokojem. Pewnie to wynik harmonii panującej w kwartecie.
Pierwszym singlem była kompozycja „Been Away To Long", ale o wiele lepsza jest „A Thousand Days Before". To muzyka w stylu George'a Harrisona, który uwielbiał hinduskie motywy grane na sitar. Gitarzysta Kim Thayil ma tę muzykę w genach i nie potrzebował tradycyjnych instrumentów z Indii, by zagrać hard rocka w indyjskim wydaniu.
„Non-State Actor" rozpoczyna hendrixowska zagrywka Thayila i krzyk Cornella, nawiązujący do pierwszych płyt Black Sabbath. Motyw gitarowy jest niepowtarzalny – tak brzmi tylko Soundgarden.
Do repertuaru ballad grupa dołożyła nowe – ponurą „Bones of Birds" oraz bardziej żwawą „Taree". Ale najlepsza jest „Black Saturday" rozpięta między delikatnym, akustycznym początkiem, przewrotnie zmiennym refrenem i kosmicznie brzmiącą solówką.
Zaskakuje finał: „Rowing", wprowadzony przez „Eyelid's Mouth" z gościnnym udziałem Mike'a McCready'ego z Pearl Jam. Najpierw obco brzmi elektronicznie przetworzona perkusja, a potem zaczyna się bluesowa mantra z mocną solówką i pięknie zagranym na basie motywem. „King Animal" będzie rządził na rockowych listach przebojów. Oby długo nie abdykował.
Soundgarden, King Animal, Universal, CD, 2012