Reklama

Ten Years After znów da czadu

Ric Lee, perkusista i współzałożyciel Ten Years After, mówi Jackowi Nizinkiewiczowi o koncertach, bluesie i Hendrixie.
Ten Years After wystąpią 23 maja w Teatrze IMKA, inaugurując tegoroczny Festiwal Legend Rocka. Od le

Ten Years After wystąpią 23 maja w Teatrze IMKA, inaugurując tegoroczny Festiwal Legend Rocka. Od lewej stoją: Colin Hodgkinson, Ric Lee, Chick Churchill, Marcus Bonfanti

Foto: materiały prasowe

Rz: Ten Years After na festiwalu Woodstock w 1969 roku dało porywający koncert, czego dowodem jest chociażby filmowy zapis utworu „I'm Going Home".

Ric Lee: Nasze wykonanie „I'm Going Home" wciąż ma moc, nie mniejszą niż w dokumencie o Woodstock. Alvin Lee, nasz wokalista, był też wtedy najszybszym gitarzystą na świecie. Zagraliśmy mocny bluesowo- -rockowy koncert. Obok na scenie występowali Santana, Janis Joplin, Jefferson Airplane, Jimi Hendrix i wielu innych, którzy byli częścią  hipisowskiej społeczności. Festiwal Woodstock był końcem lata miłości. Wtedy ta epoka miała swój punkt kulminacyjny. Wielu później chciało skopiować Woodstock, ale nikomu się nie udało. Wartości takie, jak wolność, miłość, pokój zostały zastąpione materializmem, hedonizmem, chorą ambicją, gonitwą za sukcesem i przemocą. Świat muzyczny zmienił się później diametralnie. Organizowano wiele festiwali, ale nigdy nigdzie nie udało się odtworzyć ducha lata miłości. Tamta epoka odeszła bezpowrotnie.

Pozostało jeszcze 82% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama