„Czarny kogut” na banderoli jest gwarantem jakości i znakiem rozpoznawczym winiarzy zjednoczonych w Consorzio del Vino Chianti Classico Gallo Nero.
W stuletnich sklepikach w Greve, pod arkadami, można kupić praktycznie wszystko, czego turysta poszukuje w Toskanii: od kartek pocztowych i kiczowatych pamiątek po wina i wyroby wędliniarskie miejscowych mistrzów.
Spacerując po zaułkach miasteczka, trafiłem na niewielki (jak na warunki miejscowe) skład win. Parę stopni w dół i jestem w piwnicy pełnej butelek wina różnych rozmiarów i cen. Na wprost od wejścia charakterystyczne butelki z plecionkami. To pamiątka z czasów, kiedy chianti nie było jeszcze rarytasem, lecz jedynie winem stołowym służącym toskańskim wieśniakom jako podstawowy napój do obiadu. Większość to jednak „zwykłe” butelki typu Bordeaux. Ceny win różne, oscylujące wokół 10 – 15 euro, ale też znacznie wyższe.
Obok ekscentryczne butle po kilkanaście litrów, niektóre w absurdalnej cenie nawet 1000 euro.
W głębi piwniczki dwóch starszych jegomościów w kłębach dymu papierosowego dyskutuje zawzięcie, nie zwracając uwagi na wchodzących. Oprócz nich zapuścili się tutaj (podobnie jak ja) błąkający się po miasteczku turyści. Rozmawiają ściszonymi głosami po niemiecku, angielsku, holendersku… Rozglądają się i w końcu biorą flaszkę z półki naprzeciw drzwi wejściowych, z napisem „Chianti Classico Extra Prize. Only Euro 9,50”. Płacą bez słowa i wychodzą na rozpaloną ulicę.
– Macie jakieś tanie, a dobre wino? – pytam nieśmiało jednego ze sprzedawców, próbując nie popełnić błędu w języku Dantego.
– Co proszę? – słyszę w odpowiedzi. – Co to znaczy, według pana, „tanie i dobre wino”? Riserva?
– No, takie, żeby było dobre i kosztowało nie więcej niż 15 euro – wyjaśniam. Sprzedawca gasi papierosa i zaprasza mnie głębiej. Okazuje się, ze piwnica to nie tylko jedna piwniczna izba, za załomem muru jest kolejne pomieszczenie, a za nim następne. Cisza, chłód i setki zakurzonych butelek na półkach.
– O, to jest znakomite i tanie – wyjaśnia sprzedawca. Biorę. I następne, i jeszcze jedno. – A to jest reserva, co prawda trochę droższe, ale to wielkie wino.
O każdym winie słyszę kilka słów, żadne nie jest tuzinkowe. Wszystkie butelki są zakurzone, jakby w tej piwnicy leżały latami. Odkładam do przygotowanego kartonu. Po pół godziny rozmowy mam odłożonych kilkanaście butelek. Nic o tych winach nie wiem. Muszę zaufać sprzedawcy. Proszę o jeszcze dwie, aby były równo trzy kartony. Myślę o bajońskiej sumie, jaką zapłacę. Kiedy dostaję rachunek, ze zdziwieniem stwierdzam, że sprzedawca mocno go zaokrąglił. Wspaniale. Wychodzę uszczęśliwiony.
Butelki te otwierałem dopiero w Polsce i za każdym razem zastanawiam się, na jakie wino teraz trafię. Wszystkie okazują się znakomite.
[ramka]Ty, oćcze Noe, coś sadził szczep winny, Locie, coś popił tak zdrowo u skały, Aże miłości chucie niepowinney, Cór własnych imać wręcz ci się kazały...
[i]Francois Villon[/i][/ramka]