Sportowa bluza, dredy postawione w szpic, okulary w kolorowych oprawkach. Ale nie to jest ważne. Liczą się świetne pomysły, otwarta głowa i dobrze spożytkowana energia. I oczywiście wyrazista osobowość. To wszystko ma Joanna Duda.

Czyli kto? Kompozytorka, pianistka szalonego projektu, jakim jest AuAuA. Trzyosobowy zespół grający muzykę stanowiącą wypadkową klasycznej edukacji, jazzowej improwizacji i czarnych inspiracji, przefiltrowaną przez wrażliwość poszczególnych muzyków. Duda jednak gra tu pierwsze skrzypce, a w zasadzie partie klawiszy.

[srodtytul]Gorąca stolica[/srodtytul]

To dziewczyna z Trójmiasta, ale od dawna już zamieszkująca w Warszawie. Do stolicy uciekła przed chłodem.

– Oprócz zimna atmosferycznego było tam jeszcze zimno kulturalne – mówi artystka i dodaje, że owszem, w latach 90. trójmiejska scena działała prężnie, ale w kolejnej dekadzie wszystko się zmieniło. Dla młodej artystki (rocznik 1983) nie było wystarczających perspektyw rozwoju. W stolicy twórczyni znalazła sprzyjającą atmosferę i przystań w prawdziwie muzycznej kamienicy przy ulicy Stoczkowskiej na Grochowie.

– Przez ten dom przewinęło się mnóstwo artystów. W tej chwili mieszkam tam razem z gitarzystami, kontrabasistą i saksofonistą. Są jeszcze wokalistki – wylicza.

[srodtytul]Trzy razy trzy[/srodtytul]

– Warszawa to był totalny kontrast, ale przeprowadzce towarzyszyła też taka magia – przyznaje Joanna. – Nagle zaczynasz patrzeć na świat z innej perspektywy.

Skrzydła pomogła jej również rozwinąć szkoła muzyczna przy ul. Bednarskiej. Z jednej strony byli nauczyciele tacy jak Michał Tokaj, z drugiej młodzi muzycy.

– Pierwszy rok był niesamowity. Spotkałam mnóstwo ludzi, którzy jarali się jazzem, na jamy przychodzili muzycy mający już swój styl – opowiada Duda. To spośród absolwentów Bednarskiej wybrała skład swojego zespołu.

– Z kolegami z Bednarskiej graliśmy przez pewien czas. Był nawet plan wydania płyty, ale jakoś nic z tego nie wyszło. W międzyczasie powstała AuAuA – wspomina.

[srodtytul]Aluzje i smaczki[/srodtytul]

Debiutancki krążek tego zespołu, czyli „Muzyka do Bólu”, pełen jest aluzji i smaczków z różnych epok i gatunków. Jaka muzyka ukształtowała Dudę?

– „Thriller!” – niemal wykrzykuje. – Bez tej płyty nie byłoby mnie.

[srodtytul]Pierwsza kaseta świadomie wybrana? [/srodtytul]

– „Travelling Without Moving” Jamiroquaia na prezent pod choinkę od mamy, jeszcze w podstawówce.

Potem były najróżniejsze klimaty – od jazzowego Weather Report, przez hiphopowe A Tribe Called Quest, aż po brytyjski dubstep, którym artystka wręcz katuje współpasażerów w trakcie tras koncertowych. Podobno Wojtek Mazolewski, z którym Duda gra w kwintecie, po 15 minutach jazdy przy akompaniamencie jednej ze składanek dubstepowych wybranych przez Dudę miał dość.

[srodtytul]Chopin łamie palce[/srodtytul]

A skoro już o Mazolewskim mowa. Duda mówi, że gra w jego kwintecie to do dziś jedno z najpoważniejszych wydarzeń w jej życiu. Innym cichym i ciekawym nauczycielem był Chopin. – Jestem po szkole klasycznej, więc trochę się Chopina w życiu nagrałam – przyznaje Duda. Jakby tego było mało, uczestniczyła w projekcie „Chopin na pięć fortepianów”, prowadzonym przez Sławka Jaskółkę.

Okazuje się, że m.in. granie Chopina wymaga sporo czysto fizycznego wysiłku.

– Miałam kilka kontuzji, stawy nie wytrzymywały, bolały palce i łokcie – przyznaje.

Wszystko minęło, gdy porzuciła klasykę dla jazzu. Dziś do bólu doprowadza tylko tych, którzy nie są gotowi na eksperyment zwany AuAuA.

[ramka] [link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/562541.html]Czytaj w "Życiu Warszawy"[/link][/ramka]