Zgodnie z obowiązującymi dotąd na uczelni zasadami studenci musieli na egzaminy i oficjalne uroczystości zakładać ciemny garnitur (zazwyczaj szary lub czarny), ciemne skarpetki, czarne buty, białą muchę oraz prostą, białą koszulę.

Z kolei studentki ubierały ciemną spódnicę lub spodnie, białą bluzkę, czarne pończochy oraz czarne buty, a wokół szyi wiązały czarną wstążkę.

Studenci transseksualiści zaś mogli ubierać się tak, jak osoby przeciwnej płci, pod warunkiem że uzyskali specjalną zgodę od członków uczelnianych władz. W przeciwnym razie za odstępstwa od oficjalnych reguł mogli zostać – podobnie jak inni żacy na tym prestiżowym uniwersytecie – ukarani grzywną, zawieszeni w prawach studenta lub nawet wydaleni z uczelni.

Członkowie uniwersyteckiego stowarzyszenia lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów narzekali jednak, że to zbyt stresujące dla transseksualistów i osób „płciowo skonfudowanych".

Władze uczelni zdecydowały się więc na usunięcie z regulaminów dotyczących ubioru wszelkich odniesień do płci. Zgodnie z nowymi zasadami – według dziennika „Daily Telegraph" – studiujący na tym uniwersytecie mężczyźni będą mogli swobodnie paradować po sali egzaminacyjnej w spódnicy i czarnych pończochach.

Taka zmiana nie podoba się wielu obecnym studentom i absolwentom tej uczelni.

– W moich czasach to byłoby kompletnie nie do pomyślenia: mężczyźni byli mężczyznami, a kobiety kobietami i wszyscy stosownie się ubierali. Sądzę jednak, że uniwersytet po prostu ratuje się w ten sposób od głupiej awantury i z tego punktu widzenia jestem po ich stronie – mówiła „Daily Mail" Ann Widdecombe, która tę prestiżową uczelnię ukończyła w 1972 roku.