- Rankiem 9 marca personel skanujący bagaż pracownika ambasady USA wykrył przedmiot, który wyglądał jak pocisk moździerzowy - informuje źródło w rosyjskim MSZ.

- Na miejsce natychmiast wezwano saperów, którzy potwierdzili, że w walizce znajduje się bomba z zapalnikiem, ale bez materiału wybuchowego, mimo że wewnątrz bomby znajdowały się ślady takiego materiału - dodaje informator TASS.

MSZ Rosji podaje, że "policja lotniskowa natychmiast poinformowała ambasadę USA o incydencie".

- Oczekujemy od ambasady wyjaśnienia zachowania jej pracownika - dodaje źródło w MSZ Rosji.

Ten sam informator twierdzi, że resort uważa, iż incydent może być "celową prowokacją".

- Od ataków terrorystycznych z 2001 roku USA przywiązują wielką uwagę do bezpieczeństwa lotów, więc on (pracownik ambasady) nie mógł nie rozumieć, że bomba w walizce to poważna sprawa. To znaczy, że zrobił to celowo - twierdzi informator TASS.

Pracownik ambasady USA opuszczał Rosję w związku z zakończeniem jego misji w ambasadzie USA. Składając wyjaśnienia podkreślił, że kupił bombę do swojej prywatnej kolekcji. Mężczyzna chciał wejść na pokład samolotu do Nowego Jorku.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów