Artykuł z 18 października 2007 roku

Siedmioletni Mateusz Dzieciątko nie poszedł do pierwszej klasy. Już rok temu jego nauką zajęli się rodzice. – Mój syn był wcześniakiem, miał problemy ze zdrowiem – wyjaśnia tata chłopca Mariusz Dzieciątko, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej. – Nadal jest mniej dojrzały emocjonalnie od rówieśników. Zależy nam, aby dać mu czas, by ich dogonił.

Nauka w ich domu nie przypomina zajęć prowadzonych w szkole. – Nie są to typowe lekcje. Raczej omawianie jakiegoś tematu przy okazji. Jeśli syn rysuje jesień, staramy się nauczyć go czegoś więcej o tej porze roku. Albo liczymy zebrane w parku liście – opowiada pan Mariusz. I dodaje, że dziecko nie powinno się zorientować, że właśnie trwa lekcja. – Nauka ma być czymś naturalnym – uważa.

Podobnie wygląda to w domu państwa Muszkietów, którzy uczą siedmioletnią córkę Magdę. – Korzystamy z podręczników i zajmujemy się takimi samymi zagadnieniami jak w szkole, ale np. dodawania córka uczy się w czasie pieczenia ciasta – opowiada Dawid Muszkiet.

Na naukę poza szkołą zezwala od 1991 roku ustawa o oświacie. Wcześniej dotyczyło to jedynie dzieci, którym stan zdrowia nie pozwalał na chodzenie do szkoły. Ile dzieci na Mazowszu uczy się w domu? Nie wiadomo. – Aby rodzice mogli samodzielnie uczyć dziecko, muszą mieć tylko zgodę dyrektora szkoły rejonowej, do której powinno ono chodzić – wyjaśnia Barbara Tomkiewicz z Mazowieckiego Kuratorium Oświaty. – Zezwolenie wydawane jest na rok lub sześć miesięcy. Co semestr dziecko musi zdawać egzaminy klasyfikacyjne. Rodzice uczący swe pociechy nie muszą mieć też wykształcenia pedagogicznego.Jak szacują członkowie Stowarzyszenia Edukacja w Rodzinie, na Mazowszu na homeschooling zdecydowało się kilkanaście rodzin. – Wiemy jednak, że tą ideą interesuje się wielu – mówią rodzice.

Dyrektor szkoły, do której miała chodzić córka państwa Muszkietów, przyznaje, że po raz pierwszy spotkał się z takim przypadkiem. – Zanim wyraziłem zgodę, przestudiowałem przepisy. Musiałem też poznać rodziców – wspomina Sławomir Domański. Wprowadził także dodatkowy „nadzór“.

– Dwa razy w semestrze mamy konsultacje z nauczycielką z podstawówki, ale traktujemy je raczej jako wyraz troski ze strony dyrektora niż przymus – mówi Dawid Muszkiet.

Obecny wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński, do niedawna kurator i nauczyciel, podchodzi do pomysłu edukacji domowej bardzo ostrożnie. – Wiedza to nie wszystko. Ciągłe przebywanie z rodzicami nie uczy samodzielności, a tak silna więź emocjonalna w przyszłości może stanowić problem – uważa.Dawid Muszkiet odpiera te zarzuty. – Magda jest samodzielną dziewczynką, nie ma problemu z nawiązywaniem przyjaźni – tłumaczy. A Magda dodaje: – Nie bardzo lubiłam chodzić do zerówki, bo tam było dużo dzieci. Teraz na podwórku mam siedem koleżanek, z którymi się bawię.Ich dzieci, jak mówią rodzice, spotykają się też z rówieśnikami na dodatkowych zajęciach.

 

Autopromocja
Instytut monitorowania mediów, Raport NOM

"Rzeczpospolita" najbardziej opiniotwórczym medium prasowym 2021 roku

CZYTAJ WIĘCEJ

Krystyna Marowska, psycholog dziecięcy, poradnia TOP

Pomysł samodzielnej nauki wzbudza wiele wątpliwości. Dziecko kształcone w domu ma ograniczone kontakty z rówieśnikami, a przecież one stymulują jego rozwój. Odcinanie kilkulatka od kolegów może spowodować, że w przyszłości będzie czuł się wyobcowany. W szkole dziecko uczy się zachowywać i współdziałać w grupie. Wychowanie społeczne jest równie ważne jak zdobyta wiedza. Chęć ochrony dziecka przed zagrożeniami współczesnej szkoły i wychowywanie pod kloszem może spowodować silne uzależnienie od rodziców. W dorosłym życiu może to wywołać uczucie zagubienia. Poza tym dziecko przez kontakty z rówieśnikami nabywa umiejętności przydatnych w dorosłym życiu, m.in. zdolność negocjacji oraz zjednywania sobie przyjaciół.

Prof. Bogusław Śliwerski, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi

Dzieci edukowane w domu wcześniej uczą się samodzielności, bo wiedza nie jest im podawana przez nauczycielkę. Z ankiet prowa- dzonych w Stanach Zjednoczonych oraz w Kanadzie wynika, że kil- kulatki kształcone w domu często osiągają lepsze wyniki od rówieś- ników w szkołach. Argument dotyczący nieumiejętności działania w grupie jest absurdalny. Z sondy, którą kilka lat temu zrobiono w USA, wynika, że „domowi” uczniowie częściej działają jako wolontariusze, np. angażują się w kampanie wyborcze, oraz częściej od swoich równolatków biorą udział w wyborach. Wynika to z tego, że od najmłodszych lat mają wpajane poczucie obowiązku. W przyszłości będą też mieć większe szanse na rynku pracy, bo z konieczności uczą się efektywnego wykorzystania nowoczesnych technologii.

 

Edukacja domowa najbardziej popularna jest w krajach anglosaskich, np. w Stanach Zjednoczonych i Australii. W USA z tej formy nauki korzysta ok. 2,5 miliona dzieci (każdy stan ma własne przepisy dotyczące nauki w domu). Bardzo prężnie działa HSLDA – stowarzyszenie zrzeszające rodziców samodzielnie uczących dzieci w domu. W ostatnich latach taką formę edukacji zaakceptowały tak prestiżowe uczelnie jak Harvard i Princeton oraz stanowe szkoły średnie. Nauka w domu zyskuje zwolenników także w Europie. Jednak nie wszystkie kraje dopuszczają taką formę edukacji. Zabroniona jest ona np. w Niemczech. Bardzo liberalne prawo jest w Wielkiej Brytanii. Tam rodzice nie są zobowiązani do posiadania uprawnień, np. wykształcenia pedagogicznego. Nie muszą też przestrzegać programu szkolnego ani liczby prowadzonych zajęć. Poza tym dziecko uczone w domu nie jest zmuszone do zdawania jakichkolwiek egzaminów – nawet takich, jakie zdają jego rówieśnicy w szkołach. W Czechach dzieci między piątym a 12. rokiem życia również mogą być uczone przez rodziców. Później muszą już chodzić do szkoły. Ustawodawcy swoją decyzję argumentowali troską o dobro dzieci i koniecznością nauki pracy w grupie. ?