Prezes Kaczyński stał się jednoosobowym zarządem partii oburza się poseł PiS, który chce pozostać anonimowy.

Wiceprezesi proponują "plan reformatorski". Chodzi o to, by przywrócić Komitetowi Politycznemu jego rolę, oraz by wprowadzić wewnętrzną swobodę partyjną tłumaczy Ujazdowski.

Te postulaty nie trafiają na podatny grunt. Zarzut, że decyzje nie są podejmowane kolegialnie, nie ma nic wspólnego z faktami twierdzi wicepremier Przemysław Gosiewski.

Podobnego zdania jest sekretarz generalny partii Joachim Brudziński. Co więcej, według niego wprowadzenie mechanizmów, o których mówią wiceprezesi, nie wyjdzie PiS na dobre. Te pomysły nie przysłużyłyby się partii, bo my jesteśmy na takim etapie zakorzeniania PiS w świadomości społecznej, że mogłyby one grozić utratą sprawnego zarządzania tłumaczy Brudziński.

Ale spór o model zarządzania nie jest jedynym, który toczy się w PiS. Wokół wiceprezesów skupiła się grupa posłów domagających się rozliczenia osób odpowiedzialnych za wyborczą porażkę, w wyniku której rząd PiS musi podać się do dymisji. Kaczyński na razie próbuje odsunąć w czasie dyskusję na ten temat. Za miesiąc ma się odbyć kongres partii, podczas którego działacze PiS w głosowaniu nad wnioskiem o wotum zaufania dla prezesa partii zdecydują, czy powinno dojść do zmiany w kierownictwie.

W tle obu tych sporów odbywa się walka o dwa stanowiska: wicemarszałka Sejmu oraz przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PiS. Bój toczą ze sobą dwie frakcje: jedna skupiona wokół trzech wiceprezesów proponuje, by wicemarszałkiem był Ujazdowski, a szefem klubu Dorn. Ludwik Dorn z żelazną konsekwencją będzie realizował linię partii i nie da się sprowadzić do roli przedmiotu. Klub będzie istotnym podmiotem polityki partii, a nie bezwolnym instrumentem twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Druga z partyjnych frakcji to tak zwany zakon, czyli dawni działacze PC. Proponują oni, by wicemarszałkiem Sejmu został Krzysztof Putra, a szefem klubu Przemysław Gosiewski.

Między innymi o tym dyskutował Komitet Polityczny, który zebrał się wczoraj wieczorem. Z informacji "Rzeczpospolitej" wynika jednak, że wszystko już dawno zostało ustalone i stanowiska sejmowe przypadną Putrze oraz Gosiewskiemu. To świadczy o jednym: PiS przekształca się w PC, a wszyscy, którzy nie należeli do Porozumienia Centrum, będą wypychani z Prawa i Sprawiedliwości twierdzi polityk PiS. Zresztą to już się dzieje.

Według naszego rozmówcy temu ma służyć informacja, jaka w sobotę pojawiła się w Radiu Zet, że z Klubu PiS odejdzie do PO grupa kilkunastu posłów związanych z Kazimierzem Marcinkiewiczem. Chodzi o to, by pokazać, że wszyscy ci, którzy domagają się zmian, to zdrajcy, którzy nie bronią wartości naszej partii kwituje polityk PiS.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Do przynależności do rzekomej grupy zwolenników Marcinkiewicza nikt się w PiS nie przyznaje. Informacje o wyjściu takiej grupy z PiS to wiadomość z krainy fantastyki twierdzi Ujazdowski. Marcinkiewicz nie ma żadnych zwolenników, którzy byliby na tyle mocni, by chcieli wyjść z Klubu PiS dopowiada Brudziński.

Gosiewski twierdzi jednak, że informacje o rzekomym rozłamie w PiS rozpowszechnia PO, która w ten sposób chciała postraszyć PSL. Proszę zwrócić uwagę na liczbę rzekomych posłów, którzy mieliby opuścić PiS. Nie przez przypadek podaje się, że będzie ich 22, czyli tylu, ilu brakuje Platformie do samodzielnych rządów tłumaczy Gosiewski.

Jego zdaniem nieprzypadkowy był też moment podania tej informacji: w czasie wizyty Donalda Tuska w Londynie, gdzie spotkał się właśnie z Marcinkiewiczem. Lider PO zapewnił jednak, że nie rozmawiał z byłym premierem o przeciąganiu do Platformy Obywatelskiej posłów PiS. Ani my nie rozmawiamy, ani nie mamy takich zgłoszeń powiedział Tusk RMF FM.