W policji trwa w tej sprawie wewnętrzne śledztwo. Stanowisko stracił już zastępca naczelnika Wydziału Doskonalenia Zawodowego Komendy Stołecznej Policji.
4 marca funkcjonariusze z tego wydziału bawili się na imprezie karnawałowej w restauracji w Górze Kalwarii.
– Około północy, kiedy biesiadnicy wypili już trochę alkoholu i mieli dość skocznych tańców, dwójka asów policji postanowiła zadbać o powrót do domu uczestników zabawy – opowiada „Rz" policjant.
Nasz informator twierdzi, że dwaj oficerowie: Jacek T., zastępca naczelnika wydziału, i Marek G., koordynator służby dyżurnej, kilka razy dzwonili do siedziby wydziału i wydali polecenie, aby przyjechał policjant i odwiózł ich do domów.
Stołeczny wydział doskonalenia zawodowego mieści się w lesie we wsi Tomice koło Piaseczna. Jest tam kilka budynków, w których odbywają się szkolenia, strzelnica oraz magazyn broni. – Na stanie mamy amunicję oraz m.in. karabinki automatyczne Kałasznikow – mówi stołeczny policjant.
Dyżurny funkcjonariusz z Tomic opuścił posterunek i prywatnym samochodem zastępcy naczelnika przyjechał do restauracji. Nie ma pewności, czy kogoś odwiózł do domu. Z naszych informacji wynika, że tak się stało, choć oficerowie oficjalnie zaprzeczają.
Podinsp. Marek G.: – Tylko poprosiłem, żeby przyjechał i podstawił mi samochód. Potem powiedziałem, by wracał.
Podinsp. Jacek T.: – Nigdzie nie dzwoniłem. Do domu wróciłem prywatnym samochodem.
T. nie wyjaśnił „Rz", czy ktoś go odwiózł, czy sam kierował samochodem. Nie wiadomo, czy osoba, która siedziała za kierownicą, była trzeźwa. – Nie chcę komentować sprawy, gdy trwa postępowanie wyjaśniające – ucina Jacek T.
– Popełniłem błąd, ale policjant mógł odmówić przyjazdu – przyznaje Marek G. – Zresztą w ośrodku został jeden policjant.
O nocnej eskapadzie wartownika dowiedziała się szefowa wydziału i poinformowała o niej komendanta stołecznego policji Adama Mularza.
– 7 marca komendant zlecił przeprowadzenie czynności wyjaśniających w tej sprawie. Postępowanie trwa – mówi Maciej Karczyński, rzecznik komendanta stołecznego.
Podinsp. Jacek T. stracił stanowisko zastępcy szefa wydziału. Wraz z Markiem G. został przeniesiony do innej pracy w Komendzie Stołecznej. – Znajdują się w dyspozycji komendanta stołecznego – dodaje rzecznik. Pierwszy pracuje teraz w Wydziale Prewencji, a drugi w Wydziale Postępowań Administracyjnych KSP.
– Ci panowie potraktowali podwładnych jak darmowych szoferów na posyłki – oburza się nasz informator z policji.
Zdaniem gen. Eugeniusza Szczerbaka, byłego zastępcy komendanta głównego policji, a obecnie wykładowcy Krakowskiej Akademii, winna w takich sytuacjach nie jest sama policja, tylko ludzie, którzy w niej pracują. – Nie wyciągają wniosków z tego, co się stało. Zawsze uważałem, że jeśli kogoś stać na alkohol, to powinno być go też stać na taksówkę – podkreśla gen. Szczerbak.