Chiny, które uważają Tajwan za zbuntowaną prowincję i nigdy nie wyrzekły się użycia siły w celu odzyskania kontroli nad wyspą, w ostatnim czasie zwiększyły aktywność wojskową w rejonie Cieśniny Tajwańskiej, co władze w Tajpej postrzegają jako próbę zastraszenia i zmuszenia do podporządkowania się Pekinowi.

Tajwan potępił ubiegłotygodniowe, dwudniowe ćwiczenia chińskiej armii, które miały mieć miejsce w strefie identyfikacji obrony powietrznej Tajwanu, pomiędzy Tajwanem a kontrolowanym przez Tajwan archipelagiem Dongsha Qundao.

W ćwiczeniach miały brać udział chińskie myśliwce Su-30 i J-10.

Tymczasem Ma Xiaoguang, rzecznik chińskiego Biura ds. Tajwanu komentując te ćwiczenia stwierdził, że Tajwan jest "uświęconą" i nieodłączną częścią Chin.

Jak dodał ćwiczenia chińskiej armii były "koniecznym działaniem" w związku z obecną sytuacją w rejonie Cieśniny Tajwańskiej. Ich celem miało być "strzeżenie suwerenności Chin".

Ma dodał, że ćwiczenia były wymierzone w "ingerencję obcych sił w regionie". Podkreślił, że rząd Tajwanu pozwala antychińskim, zachodnim siłom na "granie kartą Tajwanu" a Tajpej stał się "pionkiem powstrzymującym rozwój Chin".