Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego nie ma złudzeń co do tego, że osiągnięte wczoraj porozumienie w Genewie, wyrażone wspólnym oświadczeniem Ukrainy, Rosji, USA i Unii Europejskiej - mówiącym m.in. o rozbrojeniu grup paramilitarnych i opuszczeniu przez nich okupowanych budynków - zakończy konflikt na Ukrainie. Według gen. Kozieja jest to jedynie taktyczna zagrywka.
- Genewa jest próbą poszukiwania ładnego opakowania na jakiś czas. Bo to opakowanie jest ważne, nie treść. Bo jeśli chodzi o treść, już kilka godzin po Genewie odezwali się przywódcy na wschodzie, mówiąc, że dobrze, możemy opuszczać budynki, ale najpierw niech rozbiorą majdan w Kijowie - mówił Koziej.
Dodał, że Rosja nie kieruje się tekstem porozumień, lecz tym, co chce jej przywódca.
- Kierunkową dla polityki rosyjskiej na najbliższe lata jest to, co mówi prezydent - powiedział.
Zdaniem generała, w rozmowach w Szwajcarii chodziło też o zyskanie czasu, czym zainteresowane były wszystkie strony.
- Innymi słowy, nic nie wyniknie z porozumienia genewskiego - podsumował Koziej.
Wspólne oświadczenie, będące wynikiem rozmów w Genewie podpisano wczoraj wieczorem. Mówi ono m.in. o rozbrojeniu grup paramilitarnych oraz o amnestii dla nich, ale również o "inkluzywności" w podjętym przez Ukrainę "procesie konstytucyjnym", co przez Rosję interpretowane jest jako zgoda na federalizację kraju. Porozumienie zakłada również zwiększoną rolę misji obserwatorów OBWE, która ma pomóc Ukrainie przywrócić porządek w państwie.