Europoseł skrytykował słowa węgierskiego premiera, który w przemówieniu w parlamencie powiedział, że żyjący na Ukrainie Węgrzy "muszą otrzymać podwójne obywatelstwo" i "muszą otrzymać szansę, by zdecydować o swojej autonomii". Kurski porównał ten gest to polskiego zajęcia Zaolzia w 1938 roku, kiedy Polska wykorzystując dramatyczną pozycję międzynarodową Czechosłowacji anektowała sporne terytorium.

Jak wyjaśnił Kurski, jego krytyka nie dotyczy zasadności samego postulatu wystosowanego przez Węgry, ale kontekstu w jakim został wysunięty.

- Orban nie powinien mówić tego publicznie, mógł uruchomić dyskretną dyplomację ukraińsko-węgierską ws. zwiększenia uprawnień mniejszości - powiedział Kurski w radiowej Trójce.

Co więcej, polityk uważa, że również Polska powinna stawiać Ukrainie warunki, korzystając z obecnej sytuacji politycznej.

- "Solidarna Polska" uważa, że teraz, gdy Ukrainie zależy na tym, by Polska była jej ambasadorem w UE i NATO, polska dyplomacja powinna postawić warunek eliminacji banderowców z mainstreamu politycznego.  Nie ma zgody na to, by poważnie traktować ludzi, którzy przyznają się do dziedzictwa UPA, które zamordowało 120 tysięcy Polaków na Wołyniu i Podolu, a jest aż pięciu ministrów z partii Swoboda - stwierdził europoseł.

Szacuje się, że w Zakarpaciu - regonie zachodniej Ukrainy sąsiadującym z Węgrami - mieszka 200 tys. Węgrów. Premier Orban wymienił walkę o interesy mniejszości węgierskich w sąsiadujących krajach jako jeden z priorytetów jego rządu, który rozpoczął w poniedziałek swoją drugą kadencję.