To było niesamowite przeżycie. W styczniu 2008 r. w ramach kręcenia programu telewizyjnego o klubach bokserskich przejechałem wraz ze znajomymi z San Francisco do Miami. Zajęło nam to cztery tygodnie. W przeszłości mieszkałem przez 7 lat w Stanach Zjednoczonych, jednak nie znałem ich dobrze – przylatywałem do danego miasta na walkę i spędzałem czas głównie w hotelu. Podróżując motorem zobaczyłem zupełnie inny kraj, poznałem świetnych ludzi i nowe miejsca.
Na przykład jakie?
Nie jestem typowym turystą, ale ogromne wrażenie wywarł na mnie Wielki Kanion Kolorado. Wjechaliśmy też na dzień do Meksyku. Amerykanie przestrzegali nas przed tym, wówczas w Meksyku szalała wojna między kartelami narkotykowymi, non stop znajdowano ciała ofiar. Pamiętam, że co 50 kilometrów były wojskowe blokady drogowe, podczas których żołnierze sprawdzali dokumenty.
W 2011 r. wybrał się pan w podróż na Wschód. Dlaczego akurat tam?
Jechaliśmy przez Litwę, Łotwę, Rosję i Ukrainę. Dlaczego? Bo w Europie Wschodniej wciąż są dzikie kraje. W Rosji zobaczyłem ogromną różnicę między wsią a miastem, między biedą a bogactwem. Po tym wyjeździe przestałem narzekać na polskie drogi. Raz wjechałem w dziurę długą i szeroką na 1 metr i głęboką na 20 cm. Nie przewróciłem się, ale mój harley przypłacił to powyginanym amortyzatorem i felgami. Albo, w centrum Dniepropietrowska, jechaliśmy za pewnym samochodem. Nagle przed nami spod auta wyrosła studzienka kanalizacyjna bez dekla...
Są miejsca, w które chciałby pan jeszcze pojechać?
Chciałbym wrócić do USA, ale latem. Przejadę z Seattle do Miami. To kraj przeznaczony do jazdy motocyklem – wolne przestrzenie, świetne drogi, no i ludzie: przesympatyczni, ale niekiedy też nieco zwariowani. Pamiętam, jak na stacji benzynowej w Teksasie spotkaliśmy zarośniętego gościa, też motocyklistę, który razem z psem rasy husky podróżował starą hondą z przyczepką. Do przyczepki zamontowane było śmigło, podłączone - jak przypuszczam - do prądnicy ładującej akumulator. Facet pochodzi z Alaski, jeździ motocyklem po Stanach martwiąc się jedynie o jedzenie i benzynę. I tak spędza życie. W USA nic mnie już nie zdziwi.