Reklama
Rozwiń
Reklama

Harleyem na dziki Wschód

Rozmowa z Przemysławem Saletą, byłym mistrzem świata w kickboxingu

Publikacja: 14.04.2015 07:00

Przemysław Saleta

Przemysław Saleta

Foto: Fotorzepa/Jerzy Dudek

Eksperci prognozują, że ten rok będzie rekordowy pod względem sprzedaży motocykli. Pan też od lat jeździ na motorach. Skąd u pana zamiłowanie do jednośladów?

Kręciły mnie od zawsze. Uprawnienia na motor zrobiłem w 1985 r., równolegle z prawem jazdy kat. B. Jednak podczas kariery sportowej nie miałem okazji się nimi cieszyć, bo jazda jest ryzykowna. Jeździć częściej zacząłem więc dopiero w 2007 r., po zakończeniu poważnej kariery sportowej.

Motocykl to dobry sposób na podróżowanie?

Najlepszy. Podróżując na motorze widzi się i czuje dużo więcej, łącznie z zapachami, niż podróżując np. samochodem. Motorem można dotrzeć w miejsca, w które samochód nie dojedzie. Może jazda jest mniej wygodna, ale za to gwarantuje więcej przygód, emocji i adrenaliny.

Pana pierwsza wyprawa?

Reklama
Reklama

To było niesamowite przeżycie. W styczniu 2008 r. w ramach kręcenia programu telewizyjnego o klubach bokserskich przejechałem wraz ze znajomymi  z San Francisco do Miami. Zajęło nam to cztery tygodnie. W przeszłości mieszkałem przez 7 lat w Stanach Zjednoczonych, jednak nie znałem ich dobrze – przylatywałem do danego miasta na walkę i spędzałem czas głównie w hotelu. Podróżując motorem zobaczyłem zupełnie inny kraj, poznałem świetnych ludzi i nowe miejsca. 

Na przykład jakie?

Nie jestem typowym turystą, ale ogromne wrażenie wywarł na mnie Wielki Kanion Kolorado. Wjechaliśmy też na dzień do Meksyku. Amerykanie przestrzegali nas przed tym, wówczas w Meksyku szalała wojna między kartelami narkotykowymi, non stop znajdowano ciała ofiar. Pamiętam, że co 50 kilometrów były wojskowe blokady drogowe, podczas których żołnierze sprawdzali dokumenty.

W 2011 r. wybrał się pan w podróż na Wschód. Dlaczego akurat tam?

Jechaliśmy przez Litwę, Łotwę, Rosję i Ukrainę. Dlaczego? Bo w Europie Wschodniej wciąż są dzikie kraje. W Rosji zobaczyłem ogromną różnicę między wsią a miastem, między biedą a bogactwem. Po tym wyjeździe przestałem narzekać na polskie drogi. Raz wjechałem w dziurę długą i szeroką na 1 metr i głęboką na 20 cm. Nie przewróciłem się, ale mój harley przypłacił to powyginanym amortyzatorem i felgami. Albo, w centrum Dniepropietrowska, jechaliśmy za pewnym samochodem. Nagle przed nami spod auta wyrosła studzienka kanalizacyjna bez dekla... 

Są miejsca, w które chciałby pan jeszcze pojechać?

Chciałbym wrócić do USA, ale latem. Przejadę z Seattle do Miami. To kraj przeznaczony do jazdy motocyklem – wolne przestrzenie, świetne drogi, no i ludzie: przesympatyczni, ale niekiedy też nieco zwariowani. Pamiętam, jak na stacji benzynowej w Teksasie spotkaliśmy zarośniętego gościa, też motocyklistę, który razem z psem rasy husky podróżował starą hondą z przyczepką. Do przyczepki zamontowane było śmigło, podłączone - jak przypuszczam - do prądnicy ładującej akumulator. Facet pochodzi z Alaski, jeździ motocyklem po Stanach martwiąc się jedynie o jedzenie i benzynę. I tak spędza życie. W USA nic mnie już nie zdziwi.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama