Nowoczesna hodowla ma łączyć trzy cele, które często przedstawia się jako sprzeczne: bezpieczeństwo żywnościowe, dobrostan zwierząt i ochronę środowiska. Spór o hodowlę zwierząt bywa sprowadzany do prostego przeciwstawienia: niewielkie gospodarstwo ma być z natury przyjazne środowisku, natomiast duża ferma będzie już uciążliwa dla ludzi, zwierząt i przyrody. Ale taki podział coraz słabiej opisuje rzeczywistość. Każda produkcja rolna oddziałuje na powietrze, wodę i glebę. Jednak na ostateczny bilans składa się liczba zwierząt w jednym miejscu, zużycie paszy, energii i wody na jednostkę produktu, długość cyklu, sposób utrzymania zwierząt i zagospodarowania odchodów. Nowoczesność w hodowli nie oznacza jednego urządzenia ani automatyzacji zastosowanej po to tylko, aby zwiększyć wydajność. Już podczas projektowania obiektu, a później też w każdym ogniwie produkcji muszą być uwzględnione dobrostan i ograniczanie presji środowiskowej. Dotyczy to konstrukcji budynków, wentylacji, ogrzewania, ściółki, żywienia, gospodarowania wodą i odchodami oraz systemu pomiarów.
Mniej emisji u źródła
Jednym z ważniejszych wyzwań w chowie drobiu jest ograniczenie wilgotności ściółki. Gdy podłoże jest mokre, uwalnia się amoniak, pogarsza się jakość powietrza w budynku i rośnie ryzyko problemów zdrowotnych zwierząt. W nowoczesnych kurnikach stosuje się rozwiązania, których zadaniem jest zatrzymanie tego procesu u źródła: bardziej chłonną ściółkę, ogrzewanie podłogowe, kontrolę temperatury i wilgotności oraz wydajną wentylację. Przykładem jest wykorzystanie peletu słomianego zamiast luźnej słomy. Rozdrobniony i sprasowany materiał skuteczniej absorbuje wilgoć; w połączeniu z ogrzewaną posadzką ułatwia utrzymanie suchego podłoża. Ogranicza się warunki sprzyjające powstawaniu gazów i uciążliwych zapachów, a drób ma lepsze warunki bytowe, bo suchą ściółkę, czystsze powietrze oraz możliwość realizowania naturalnych zachowań, takich jak grzebanie. Podobnie jest z precyzyjnym żywieniem. Paszę bilansuje się odpowiednio do gatunku, rasy i fazy wzrostu. Nadmiar niewykorzystanych składników zwiększa zawartość azotu i fosforu w nawozach naturalnych, a w konsekwencji zwiększa się ryzyko emisji do powietrza oraz strat do gleby i wód. Znaczenie mają także systemy pojenia ograniczające wycieki, czujniki mikroklimatu, sterowanie wentylacją oraz filtry. Pasy odpowiednio dobranej zieleni wokół obiektów ograniczają rozprzestrzenianie się pyłów i zapachów.
Nie deklaracja, lecz pomiar
Nowoczesnej fermy nie powinno się jednak oceniać na podstawie katalogu zainstalowanych urządzeń. Liczą się rezultaty. Dlatego integralną częścią takiej produkcji staje się ciągły monitoring jakości powietrza, zużycia wody i energii, parametrów mikroklimatu oraz ilości wykorzystywanej paszy.
Takie podejście zastosowano w należących do Wipaszu Naszych Fermach. W ich otoczeniu prowadzone są automatyczne pomiary pyłów PM10 i PM2,5, amoniaku oraz siarkowodoru. Czujniki rejestrują dane co 30 minut, przez całą dobę. Według opublikowanego przez firmę raportu za pierwszy kwartał 2026 r. maksymalne odnotowane stężenia amoniaku i siarkowodoru stanowiły około 1–2 proc. przyjętych wartości odniesienia, a wartości godzinowe ich nie przekraczały.
Dodatkowo pomiary prowadzi zewnętrzna wyspecjalizowana firma, która wykorzystuje mierniki wskaźnikowe kalibrowane w odniesieniu do urządzeń referencyjnych.
Dane nie zastępują urzędowego nadzoru i odnoszą się do konkretnych lokalizacji oraz okresów. Pokazują jednak, że oddziaływanie fermy można mierzyć w sposób ciągły i oceniać na podstawie wyników, a nie wyłącznie deklaracji inwestora lub obaw mieszkańców. Zapach jest jednym z głównych źródeł konfliktów między hodowcami a lokalnymi społecznościami. W Polsce nadal nie ma norm określających dopuszczalne poziomy odorów. Tym bardziej znaczenia nabiera zapobieganie emisji już wewnątrz budynków, lokalizacja obiektów z dala od zabudowy mieszkaniowej, a do tego właściwa higiena, bezpieczne zagospodarowanie nawozów naturalnych, pasy zieleni oraz dobrowolny, przejrzysty monitoring.
Ocena środowiskowa hodowli wymaga szerszej perspektywy niż wielkość pojedynczej fermy. Jeśli rynek potrzebuje określonej ilości mięsa, znaczenie ma ślad przypadający na kilogram produktu, a nie tylko emisja z jednego gospodarstwa. Rozproszona produkcja w wielu małych obiektach może ograniczać koncentrację uciążliwości w jednym miejscu, ale nie musi automatycznie zmniejszać całkowitego zużycia zasobów. Warto pamiętać, że zwierzęta utrzymywane dłużej potrzebują więcej paszy, wody i energii oraz przez dłuższy czas wytwarzają odchody. Z kolei mniejszym gospodarstwom trudniej niekiedy sfinansować zaawansowane systemy ograniczania emisji czy ciągłego monitoringu.
Nie oznacza to, że szybszy wzrost albo większa koncentracja produkcji są zawsze lepsze. Wydajność nie może usprawiedliwiać pogorszenia zdrowia zwierząt, zbyt wysokiej obsady ani przenoszenia kosztów na sąsiadów. Odpowiedzialna ocena powinna obejmować cały cykl produktu, czyli: emisje, zużycie ziemi, wody, paszy i energii, gospodarkę nawozami naturalnymi, dobrostan oraz lokalną uciążliwość.
Żywność dla rosnących miast
Mówiąc o przyszłości hodowli, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie żywnościowym. Liczba ludności na świecie rośnie, a urbanizacja zmienia sposób zaopatrywania się w żywność. Mieszkańcy, którzy przenoszą się ze wsi do miast, korzystają z handlu i oczekują regularnych dostaw. Rosnącego zapotrzebowania na białko nie da się zaspokoić tym, że po podwórku gospodarstwa będzie chodziło kilkadziesiąt sztuk drobiu. W Polsce małe gospodarstwa i rolniczy handel detaliczny budują różnorodność rynku, rozwijają produkty regionalne i krótkie łańcuchy dostaw. Ale nie zastąpią całej produkcji towarowej. Przy czym te oba modele nie muszą ze sobą walczyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy małą skalę z góry utożsamia się z wysoką jakością i troską o środowisko, a dużą – z ich brakiem.
Produkcja towarowa zapewnia surowiec przemysłowi rolno-spożywczemu, a to jeden z najważniejszych działów polskiego przetwórstwa i eksportu. Osłabienie własnej hodowli nie musi przy tym zmniejszyć globalnej presji na środowisko. Może jedynie przenieść ją do państw, w których standardy i egzekwowanie prawa są słabsze, oraz wydłużyć transport żywności do europejskich konsumentów.
Zastępować stare, rozwijać odpowiedzialne
Odpowiedzią na pytanie, czy Polska ma wybierać między tradycyjnym gospodarstwem a nowoczesną produkcją towarową, jest, że potrzebuje obu, lecz każdemu należy stawiać wymagania odpowiednie do skali i rodzaju oddziaływania. W przypadku dużych ferm powinny to być najlepsze dostępne techniki, rygorystyczne warunki lokalizacyjne, właściwe zagospodarowanie nawozów naturalnych, stały monitoring, publiczna dostępność wyników oraz realna możliwość kontroli. W przypadku małych hodowli rzeczywista troska o dobrostan, prawidłowe żywienie i odpowiedni poziom bioasekuracji.
Rozwój nowoczesnej hodowli polega na zastępowaniu instalacji przestarzałych takimi, które zużywają mniej zasobów na jednostkę produktu, ograniczają emisje u źródła, zapewniają zwierzętom stabilne warunki i poddają swoje oddziaływanie pomiarowi. Duża ferma może być uciążliwa, jeśli jest źle zaprojektowana lub prowadzona. Ale może też dowodzić, że skala, efektywność i odpowiedzialność środowiskowa dają się połączyć. Standardem powinna być ocena konkretnych rezultatów. Nowoczesna hodowla ma sens wtedy, gdy pozwala produkować żywność przy zachowaniu troski o zwierzęta, mieszkańców i środowisko, a także potrafi wykazać to wiarygodnymi danymi.
Tekst z cyklu bezpieczeństwo żywnościowe