Nie jest wykluczone, że sprawca może mieć na koncie inne napady na starsze osoby. Policja będzie to dopiero sprawdzać.

Do zatrzymania doszło dziś wieczorem na terenie powiatu grójeckiego. – Mężczyzna nie chciał otworzyć drzwi, wchodziliśmy „na ostro" – zdradza jeden z policjantów.

72-letni emerytowany pułkownik Wojska Polskiego zginął na początku tego tygodnia w swoim mieszkaniu na Mokotowie.

Mężczyzna wraz z rodziną mieszkał w Konstancinie, ale na Mokotowie przy ul. Irysowej miał też mieszkanie. W dniu zbrodni przyjechał do niego zabrać sprzęt elektroniczny.

Gdy długo nie wracał i nie odbierał telefonu, jego bliscy pojechali sprawdzić co się stało. W mieszkaniu pod tapczanem znaleźli zwłoki pułkownika. Wezwali policję.

Biegli ustalili, że pułkownik został zamordowany. Zginął od ciosów zadanych tępym narzędziem w głowę.

Od początku wszystko wskazywało na to, że motywem zbrodni był rabunek. Byłemu wojskowemu skradziono pieniądze, które wcześniej wypłacił z bankomatu (niewielką kwotę) oraz m.in. telefon komórkowy.

- Podejrzewaliśmy, że sprawca widział, jak ofiara wypłaca gotówkę, a potem śledził ją aż do mieszkania – opowiada jeden z policjantów.

Funkcjonariusze przejrzeli nagrania z urządzenia oraz kamer monitoringu na ulicy i w bloku ofiary. – Kosztowało nas to dużo pracy, ale znaleźliśmy na nich wizerunek mężczyzny, który mógł być sprawcą.

To właśnie 37-latek zatrzymany wieczorem pod Grójcem. - W przeszłości był już notowany – dodaje oficer policji. - Teraz trwa przeszukanie jego mieszkania. Jego efekty jeszcze nie są znane. W nocy mężczyzna zostanie przewieziony do naszego aresztu, a jutro stanie przed prokuratorem - mówi jeden z policjantów.

Okazuje się, że to nie pierwszy w tym miesiącu napad w stolicy na starszego mężczyznę, który wypłacał pieniądze z bankomatu.

Na początku miesiąca w podobny sposób zaatakowano staruszka na klatce schodowej. – Dostał metalową rurką w głowę, stracił przytomność i pieniądze – wspomina policjant. Ta ofiara przeżyła.

Pułkownik nie miał tyle szczęścia. – Nie jest wykluczone, że walczył ze sprawcą, więc tamten go zabił – zdradza nasz rozmówca.

Teraz  funkcjonariusze będą sprawdzać, czy zatrzymany mężczyzna nie ma na koncie innych, podobnych przestępstw. Za zabójstwo sprawcy może grozić nawet dożywocie.