- Przebywa w szpitalu w Wołominie. Nie ma zagrożenia dla jego życia – mówi jeden ze stołecznych policjantów.
Ok. godz. 13 warszawscy funkcjonariusze dostali zgłoszenie, że dostawczy mercedes sprinter skradziony w Niemczech porusza się po stolicy. Prawdopodobnie właściciel auta miał w nim GPS, stąd znał położenie pojazdu.
Policjanci próbowali zatrzymać kierowcę na autostradzie A2 na wysokości Bemowa. Ten jednak nie zareagował na wezwania mundurowych. Jechał dalej.
Przejechał Trasę AK. Na granicy Marek i Ząbek auto wpadło na betonową barierę i tam się zatrzymało.
Kierowca wysiadł z pojazdu. – Coś trzymał w ręce. Wyglądało jak broń. Wtedy policjanci sięgnęli po swoją broń i strzelili – opowiada oficer.
Ranili kierowcę mercedesa, ale ten uciekł do pobliskiego lasu. Tam się skrył. Odnaleziono go po ok. godzinie, gdy na miejsce funkcjonariusze ściągnęli posiłki. Był dwa kilometry od miejsca porzucenia auta.
Kierowca mercedesa, 21-letni Ukrainiec, jest w szpitalu. Pilnują go policjanci. – Czekamy aż lekarze pozwolą go przesłuchać i postawić zarzuty – mówi jeden z mundurowych.
Policjanci szukali w lesie przedmiotu, który miał w ręku Ukrainiec, gdy wysiadł z mercedesa. – Na razie niczego nie znaleźliśmy. Szybko zrobiło się ciemno. Rano wznowimy poszukiwania. – dodaje oficer policji.
Prokuratura będzie prowadzić dwa postępowania w tej sprawie. Jedno będzie dotyczyć kradzieży mercedesa, drugie zasadności użycia broni przez policjantów.
– Na razie nie wiemy czy Ukrainiec sam ukradł samochód, czy tylko gdzieś go dostarczał – mówi oficer stołecznej policji.