Odkryto je przez przypadek. Woda z lokalu zalewała mieszkanie położone piętro niżej. Teraz łódzka prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci mężczyzny.

Mieszkanie należało do matki jego konkubiny, która zmarła w 2014 roku. Kiedy jej córka trafiła później do więzienia, służby miejskie zabezpieczyły lokal. Odłączono media, a drzwi zabezpieczono płytą pilśniową. Nikt nie sprawdził co jest w środku.

Dziś mieszkańcy budynku powiadomili administrację o wodzie, która ciekła z lokalu. Specjalna komisja weszła do mieszkania. Wtedy pracownicy administracji znaleźli w łóżku zmumifikowane zwłoki. Na miejsce wezwano policję i prokuratora.

Już przeprowadzono oględziny zwłok. - Prawdopodobnie są to szczątki 50 – latka, partnera zameldowanej tam kobiety – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.

Z powodu zmian pośmiertnych i mumifikacji ciała nie można było ustalić ani daty, ani przyczyny jego śmierci, choć lekarz nie wykluczył zabójstwa lub pobicia.

– Wstępnie biegły ocenił, że zwłoki mogły znajdować się w miejscu od kilku miesięcy. Nawet od sierpnia 2015 roku, kiedy to sąsiedzi po raz ostatni słyszeli dobiegające z mieszkania odgłosy – mówi prok. Kopania.

Śledczy też są zszokowani, że przez tyle czasu wcześniej nikt nie zainteresował się co może dziać się w mieszkaniu, zwłaszcza że w budynku wcześniej czuć było zapach rozkładających się zwłok.

Szczątki przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi, gdzie zostaną dokładnie zbadane.

Prokuratura skorzysta też z pomocy biegłego entomologa, który ma określić dokładny wiek zmarłego, w celu potwierdzenia jego tożsamości.  50-latek, który miał mieszkać w tym lokalu  był poszukiwany przez prokuraturę i sąd m.in. do odbycia kary więzienia.

Zobacz także:

Afera podsłuchowa: Inwigilowały dwie grupy