To nowa moda wśród rodziców, którzy celowo zarażają zdrowe dziecko, bo chcą w ten sposób podnosić odporność u nieszczepionego syna czy córki.
- Tego typu sprawy powinny być traktowane jak przestroga dla wszystkich, którzy wybierają taką formę ''budowania'' odporności u swoich dzieci – opowiadała w TOK FM profesor Teresa Jackowska, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii.
Dodała, że w ostatnim miesiącu w Warszawie zmarło półtoraroczne dziecko. Na izbę przyjęć trafiło w stanie agonalnym. Rodzice wybrali "ospa-party" zamiast szczepienia.
Prof. Jackowska po zapoznaniu się z tą sprawa rekomendowała dyrektorowi lecznicy, by poinformował o sprawie organy ścigania.
- Rodzice najgorszą karę już ponieśli, ale to powinna być lekcja dla wszystkich – podkreśliła pani konsultant.
Na razie nie wiadomo, czy lecznica powiadomi organa ścigania w tej sprawie. – Podobnych przypadków, które kończą się poważnymi konsekwencjami dla życia i zdrowia dzieci może być więcej – uważa prof. Jackowska.
To nie pierwszy taki przypadek w Polsce. Dwa lata temu we Wrocławiu zmarł dwulatek, także po udziale w „ospa-party"
Moda na celowe zarażanie zdrowych, a nieszczepionych szybko się rozprzestrzenia. Do Polski trafiła z USA i Wielkiej Brytanii, gdzie podczas tzw. chickenpox party (ospowe przyjęcie) rodzice celowo doprowadzają do spotkania chorych i zdrowych dzieci.
Lekarze mówią, że takie praktyki to głupota. - Jeśli nie da się tego inaczej załatwić, trzeba podjąć kroki, które zabezpieczą dzieci. Już samo rezygnowanie ze szczepień ochronnych, na swój sposób można to porównać do znęcania się nad dziećmi – komentuje dla TOK FM, Lidia Gądek, posłanka PO, która jest też lekarzem rodzinnym.
Według danych Państwowej Inspekcji Sanitarnej w Polsce co roku na ospę wietrzną choruje od 120 do 200 tys. osób.