Prokuratura Okręgowa w Poznaniu postawiła Adamowi Z. zarzut zabójstwa Ewy Tylman z zamiarem ewentualnym, co oznacza, że osoba popełniająca przestępstwo godzi się na jego popełnienie.

Śledczy podjęli decyzję o akcie oskarżenia wobec Adama Z. na podstawie materiału dowodowego oraz wyników eksperymentów procesowych przeprowadzonych z udziałem Adama Z. i pozorantów.

Według prokuratorów, Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, następnie nieprzytomną przeciągnął przez teren zielony i wepchnął do Warty. Śledczy przyznali, że pomiędzy Ewą Tylman i Adamem Z. doszło do sprzeczki, której treść jest nieznana.

Zapis monitoringu wskazuje jednoznacznie, że między pokrzywdzoną a oskarżonym doszło do szarpaniny. Jak wyjaśnili śledczy, chwilę przed tym, gdy doszło do zepchnięcia Ewy Tylman ze skarpy, zaczęła ona uciekać przed oskarżonym, a Adam Z. ją gonił.

- Nie mamy zapisów, z miejsca, w którym doszło do śmierci dziewczyny - powiedziała Magdalena Mazur-Prus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Prokuratura poinformowała również, że Adam Z. jest osobą, która w chwili popełnienia czynu mogła kierować swoim postępowaniem. Rzeczniczka Magdalena Mazur-Prus powiedziała, że Adam Z. został poddany badaniom, aby można było stwierdzić jego poczytalność.

- Badanie jednorazowe nie przyniosło odpowiedzi na to pytanie. Został poddany obserwacji sądowo-psychiatrycznej i opinia biegłych jest jednoznaczna. Jest osobą, która w chwili popełnienia czynu mogła kierować swoim postępowaniem i miała zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia tego, co robi - powiedziała Mazur-Prus.

Rzeczniczka podkreśliła, że materiał dowodowy zebrany w sprawie w sposób więcej niż dostateczny uzasadnia kwalifikację prawną czynu jako zabójstwo. Magdalena Mazur-Prus poinformowała, że podejrzany był wielokrotnie przesłuchiwany, zmieniał wersję przedstawionych zdarzeń, w części zasłaniał się niepamięcią.

26-letnia Ewa Tylman zaginęła prawie rok temu. Po raz ostatni była widziana w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha w Poznaniu. Z imprezy do domu odprowadzał ją kolega, Adam Z.