Burza rozpoczęła się od informacji, że władze Jersey City zamierzają przenieść pomnik Ofiar Katynia, gdyż w miejscu, gdzie stoi, ma powstać park.
Decyzja oburzyła Polonię i Polaków w kraju, w sprawę włączyli się parlamentarzyści.
O nieusuwanie pamiątkowego monumentu zaapelowały również organizacje żydowskie i Ocaleni.
W sprawie usunięcia pomnika wypowiedział się też kilka dni temu marszałek Senatu Stanisław Karczewski.
W rozmowie z Polskim Radiem stwierdził, że sytuacja jest dla Polski bardzo przykra i zapowiedział interwencję w postaci listu do burmistrza, w którym miał zamiar "wytłumaczyć panu burmistrzowi o czym jest ten pomnik, czego dotyczy i jakie to ma wielkie znaczenie dla Polaków".
"Ten facet to jakiś żart" - skomentował słowa marszałka burmistrz Jersey City, nazywając Karczewskiego "antysemitą " i "białym nacjonalistą" o "zerowej wiarygodności", zaprzeczającym Holokaustowi .
Słowa burmistrza z kolei oburzyły polskie władze. Ambasador RP w Waszyngtonie w oficjalnym piśmie zaapelował do Fulopa o przeproszenie Karczewskiego.
"Byłem zszokowany widząc oskarżenia przeciwko senatorowi Stanisławowi Karczewskiemu, marszałkowi Senatu RP. Są one fałszywe, bolesne i niewłaściwe dla międzynarodowego dialogu między wysokimi urzędnikami w sojuszniczych krajach" - napisał m.in. Wilczek.
Sam marszałek z kolei stwierdził, że będzie od burmistrza oczekiwał przeprosin, a sprawę skonsultuje z MSZ.
Dziś burmistrz Fulop ponownie zabrał głos. Napisał, że przedstawiciele polskich władz skontaktowali się z nim, ale "nie będzie spotykał się z ludźmi, którzy od nowa piszą historię udziału ich państwa w Holokauście".
"Niech to będzie jasne: pomnik na 100 procent zostanie przeniesiony w miejsce, w którym miał stanąć zgodnie z rozporządzeniem z 1986 roku" - napisał Fulon dodając, że "odpowiada wyłącznie przed Jersey City. Kropka".