Trwa wizyta „ad limina" polskich biskupów. W Watykanie jest już trzecia grupa hierarchów. Biskupi odwiedzają dykasterie i rady, spotykają się z papieżem.

Od początku wiadomym było, że będzie w Rzymie poruszany temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez niektórych duchownych, a także związane z nim kwestie odpowiedzialności biskupów i przełożonych zakonnych za tzw. zamiatanie tych spraw pod dywan, ukrywanie sprawców i kneblowanie ust osobom pokrzywdzonym.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Długa i wyboista droga Kościoła

Kwestia odpowiedzialności istotna, acz w gruncie rzeczy świeża – przepisy pozwalające na wyciągnięcie konsekwencji wobec przełożonych zostały przez Franciszka ustanowione dopiero w 2019 roku. Trzyletni okres eksperymentalny obowiązywania adhortacji „Vos estis lux mundi" (VELM) dobiega końca.

Polska stała się w tym czasie swoistym poligonem doświadczalnym dla nowych przepisów. W oparciu o VELM przeprowadzono co najmniej 16 (o tylu wiemy oficjalnie) postępowań w odniesieniu do polskich biskupów. Na niektórych nałożono mniej lub bardziej dotkliwe sankcje, niektórym zasugerowano jedynie powstrzymanie się od pewnych działań, inni posypali głowę popiołem i nie spadł im włos z głowy, jedna sprawa zakończyła się oddaleniem oskarżenia, a kilka jeszcze trwa.

Dotychczasowa debata na temat VELM koncentrowała się na dwóch kwestiach. Po pierwsze: lakoniczności komunikatów o nałożeniu sankcji na danego biskupa, które pozbawione są uzasadnień. Po drugie: kar. Obie kwestie ściśle ze sobą związane. Brak uzasadnienia budzi bowiem pewnego rodzaju nieufność co do samego procesu wyjaśniającego, z drugiej zaś strony nie pozwala ocenić, czy sankcje są odpowiednie do przewiny.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Spowiedź u Franciszka

Prymas Wojciech Polak (jest obecnie nad Tybrem) przed wyjazdem do Rzymu podkreślał, że sprawę przedłoży w odpowiedniej kongregacji.

Trudno zatem nie dziwić się, gdy abp Stanisław Gądecki, relacjonując swoją wizytę w Kongregacji Nauki Wiary, stwierdza, że zwrócił uwagę na dysproporcję między karą nałożoną na biskupa, a tą, która spotkała pedofila. Tego pierwszego – jak tłumaczył – spotyka śmierć cywilna „jest on usuwany z urzędu, popada w infamię i zostaje jakby unicestwiony przez media". Drugi zaś po obyciu kary więzienia „może swoje życie zacząć od nowa, z »carte blanche«".

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Arcybiskup może nie wiedzieć, że od paru lat w odniesieniu do sprawców czynów pedofilskich nie stosuje się zatarcia przestępstwa, więc nie mają oni czystej karty. Może też nie wiedzieć, że w hierarchii więziennej pedofil zajmuje pozycje najniższe, a wieść o jego czynach szybko wychodzi poza więzienne mury.

Powinien jednak wiedzieć, że biskup – przełożony pedofila w sutannie, ukrywając go i przenosząc na inną parafię, umożliwiał mu dalsze krzywdzenie niewinnych osób. Powinien wiedzieć o tym, że ból po takiej krzywdzie zostaje do końca życia. Powinien, ale jego słowa świadczą o tym, że nie wie.

Od pewnego czasu hierarchowie na lewo i prawo chwalą się szkoleniami, jakie w diecezjach przeprowadzają eksperci krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka. Może czas, by i sami takie szkolenie przeszli?