Od 13 dni w Usnarzu Górnym na granicy polsko-białoruskiej koczuje 32-osobowa grupa uchodźców, w tym 4 kobiety i 15-letnia dziewczyna.

Ze strony polskiej pilnują ich funkcjonariusze Straży Granicznej i wysłane przez MON wojsko.

Na granicy żołnierze rozstawili ogrodzenie z drutu kolczastego, które jednak szybko zostało zniszczone. Zdaniem szefa MON Mariusza Błaszczaka, sytuacja na granicy to "brudna gra Łukaszenki i Kremla", a zniszczenie ogrodzenia to efekt działalności służb tych krajów.

Szef MON, pisząc o "happeningach" posłów opozycji, którzy zawieźli pomoc dla uchodźców, apeluje do nich, by się opamiętali i nie byli "pożytecznymi idiotami".

-

W sobotę do grupy uchodźców usiłowali się dostać przedstawiciele Fundacji Ocalenie, wraz z tłumaczem i prawnikiem. Radca prawny Patryk Radzimierski z kancelarii Dentons wyjaśniał, że jest pełnomocnikiem osób, które w piątek złożyły wniosek o objęcie ich ochroną międzynarodową, i jego obowiązkiem jest skontaktowanie się z tymi osobami.

Ani przedstawiciele Ocalenia, ani prawnik nie zostali dopuszczeni do uchodźców.

Kontakt z nimi uniemożliwiono także lekarce z Czarnej Białostockiej, która zareagowała na informacje Fundacji Ocalenie, że w grupie koczującej na granicy są osoby, które wymagają pomocy lekarskiej.

W rozmowie z TVN24 lekarka mówiła, że ludzie ci przebywają w bardzo trudnych warunkach, część jest przeziębiona, prawdopodobnie kilka osób ma zapalenie płuc, a kobietom nie pozwolono nawet przekazać środków higienicznych.  Nie otrzymali tak

- Trudno mi się nie rozpłakać, trudno mi uwierzyć, że to mój kraj. Ludzie z karabinami nie chcą mnie przepuścić do chorych. To jest kwestia czasu, powiem wprost, aż ci ludzie zaczną umierać, bo nie mają już prawie jedzenia, wody - mówiła lekarka.

Do grupy imigrantów nie została również dopuszczona wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka. Ani żołnierze, ani funkcjonariusze Służby Granicznej nie reagowali na prośby senatorki o umożliwienie jej rozmowy z koczującymi.

Dziś z inicjatywy Mateusza Morawieckiego odbyła się wideokonferencja z udziałem premierów Litwy, Łotwy i Estonii.

"Wbrew fałszywym informacjom – rozpowszechnianym także w polskich mediach – trzeba podkreślić, że sprowadzeni przez białoruskie służby migranci znajdują się w dalszym ciągu na terenie Białorusi" - napisał szef polskiego rządu.