To pierwsza decyzja będąca formą wywarcia presji przez administrację Joe Bidena na kubański rząd, od momentu wybuchu protestów będących największą demonstracją sprzeciwu wobec polityki komunistycznych władz od dziesięcioleci.

"To tylko początek" - napisał Biden w oświadczeniu, potępiając "masowe zatrzymania" i "fikcyjne procesy" uczestników demonstracji.

"USA będą nadal nakładać sankcje na osoby odpowiedzialne za prześladowania Kubańczyków" - dodał.

Szef MSZ Kuby, Bruno Rodriguez, we wpisie na Twitterze odrzucił sankcje USA jako "bezpodstawne" i wezwał USA, aby zastosowały analogiczne środki wobec siebie w związku z "codziennymi represjami i brutalnością policji".

Departament Skarbu poinformował, że sankcje objęły całą jednostkę sił specjalnych MSW oraz generała Alvaro Lopeza Miera, ministra Rewolucyjnych Sił Zbrojnych.

Przed tygodniem tysiące Kubańczyków protestowały w związku z kryzysem gospodarczym, z jakim mierzy się wyspa. Skutkiem kryzysu jest brak podstawowych produktów w sklepach i przerwy w dostawach prądu. Kubańczycy protestowali też przeciwko sposobowi, w jaki rząd Kuby walczy z pandemią koronawirusa. W związku z protestami zatrzymano setki osób.

Kubański rząd odpowiedzialnością za organizację protestów obarczył "finansowanych przez USA kontrrewolucjonistów". Władze w Hawanie twierdzą też, że kryzys gospodarczy jest w dużej mierze efektem sankcji już wcześniej nałożonych na Kubę przez USA.