Reklama
Rozwiń
Reklama

Ronaldo, czyli tryumf wolnego rynku

Transfer Cristiano Ronaldo do Realu Madryt pokazał, że wśród komentatorów i dziennikarzy sportowych zasady socjalizmu są zakorzenione wciąż bardzo głęboko. “Ronaldo nie jest wart tych pieniędzy”, “fanaberia wyjątkowo bogatych ludzi” - pisze Cezary Kowalski w “Dzienniku”. I dodaje, że lepiej byłoby, gdyby Real budował “lepiej grający zespół za mniejsze pieniądze z mniej znanymi zawodnikami”.

Publikacja: 12.06.2009 11:41

Pan Kowalski jest szefem działu Sport w “Dzienniku”, a zachowuje się tak, jakby był szefem działu Sport w “Trybunie Ludu” w roku 1953. Otóż po pierwsze, gdyby pojawili się inni lepiej grający od Ronaldo zawodnicy, to zaraz byliby równie sławni i równie drodzy jak Portugalczyk. Po drugie - jeśli jakimś cudem nie byliby tak znani, to nie przyciągaliby widzów na stadiony. Po trzecie - i to jest najważniejsze - owe 80 mln funtów za Cristiano Ronaldo to cena rynkowa. Za tyle chciał sprzedać go Manchester United i tyle zapłacić chciał Real Madryt.

Proste jak drut - wartość zawodnika współcześnie wyznacza podaż i popyt. A ponieważ Ronaldo - zachwycający techniką, bramkostrzelny, a w dodatku (jak twierdzą kobiety) zabójczo przystojny - jest tylko jeden, to i cena była wysoka.

Pan Kowalski wolałby pewnie, żeby cenę za zawodnika wyznaczył międzynarodowy komitet w składzie Blatter-Platini-Lato. Ale, dzięki Bogu, taki komitet na razie nie istnieje. I dlatego nikt nie spełni marzeń pana Kowalskiego o wielkich klubach bez znanych zawodników i atrakcyjnych transferów. I o cenach urzędowych na gwiazdorów (gdyby jednak do tego doszło to - ostrzegam - będzie trzeba na znanych futbolistów wprowadzić kartki, talony czy asygnaty, jak to się dawniej nazywało).

Przy okazji - w naszej redakcji ktoś też się bulwersował, że Real przepłacił, a w dodatku kupuje Ronaldo na kredyt. Wtedy ważny redaktor z pionu ekonomicznego “Rzeczpospolitej” przytomnie zauważył, że inwestycje powinno się robić na kredyt…

XXX

Reklama
Reklama

“Dziennik” odpowiada Jarosławowi Kaczyńskiemu w sprawie Palikota. Przypomnijmy - szef PiS dał do zrozumienia, że były naczelny “Dziennika” Robert Krasowski stracił stanowisko dlatego, że gazeta opisała niejasne interesy Janusza Palikota. Wypada tu wystąpić w obronie “Dziennika”, bo było zupełnie inaczej - jego eksnaczelny stracił stanowisko po tym, gdy zyskał przychylność niektórych liderów PO (pewnie tych Palikotowi niechętnych), ale stracił większość czytelników. Kaczyński po raz kolejny dał upust swojej nieufności do mediów i szczerze mówiąc trudno jego uwagi już traktować poważnie.

Kolegom z “Dziennika” doradzałbym więc trochę wstrzemięźliwości. Zamiast przeznaczać prawie całą czwartą stronę na polemiki z prezesem PiS i zapowiadać, że “jeśli zdobędziemy nowe wiarygodne informacje o tej sprawie [Palikota], będziemy je publikować” - lepiej po prostu te informacje znaleźć i opublikować. Po prostu nie warto kłócić się z politykiem, w dodatku tak uprzedzonym do mediów.

Znam osobiście obu autorów dziennikowych tekstów o Palikocie i jestem pewien, że do kolejnych informacji dotrą, podobnie jak nie mam wątpliwości, że ich nowy naczelny Michał Kobosko pozwoli im owe informacje opublikować. Także po to, aby obalić teorie spiskowe prezesa PiS.

XXX

W “Gazecie Wyborczej” niewiele dziś ciekawego. Zabawna tylko strona 23, na której wygrzewają się stare wyleniałe lwy salonowe: Monika Olejnik, Tomasz Lis i Jacek Żakowski. Widać redaktorzy “Gazety” wciąż lubią tylko śpiewy chóralne.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
„Rzecz w tym": Trzy medale i wielkie emocje. Czy to już sukces?
Kraj
Warszawska Wytwórnia Energii. Nowa panorama stolicy dzięki inwestycji za 1,65 mld złotych
Kraj
Wirtuale 2026: Nominacje dla dziennikarek „Rzeczpospolitej” i grupy PTWP
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama