Śledczy postawili lekarzowi dwa zarzuty w związku z prowadzoną przez niego operacją w 2006 r. Kilka miesięcy po niej pacjent Florian M. zmarł.

– Pierwszy zarzut – nieumyślnego narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – jest związany z pozostawieniem podczas operacji gazika w sercu pacjenta – mówi prokurator Dariusz Ślepokura w Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Drugi zarzut: nieumyślnego spowodowania śmierci pacjenta, dotyczy późniejszego zachowania lekarza, który mimo informacji pielęgniarki nie podjął działań, by szybko usunąć gazik.

O wczorajszej decyzji śledczych jako pierwsze poinformowało Radio Zet. „Rz" już w maju pisała, że po wpłynięciu do prokuratury niekorzystnej dla kardiochirurga opinii biegłego z Austrii może on mieć zaostrzone zarzuty. Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Zarzut narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia usłyszała także instrumentariuszka. Przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia.

– Decyzję o postawieniu zarzutów G. oceniam bardzo pozytywnie i uważam, że jest zasadna – komentuje Rafał Rogalski, adwokat rodziny Floriana M. I przypomina, że gdyby nad sprawą nie pochylił się nieżyjący już rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski (zginął w katastrofie smoleńskiej), nie miałaby ona dalszego ciągu. To Kochanowski złożył bowiem kasację na decyzję o umorzeniu śledztwa w tej sprawie. Sąd Najwyższy uznał jego argumenty i od ponad roku śledztwo jest prowadzone dalej.