Gąszcz nieprecyzyjnych przepisów akcyzowych to dzisiaj jeden z najpoważniejszych problemów importerów.
Uczestnicy dyskusji w studiu Polsatu byli zgodni, że polskie prawo podatkowe – również to dotyczące akcyzy – jest zbyt skomplikowane, a gąszcz przepisów często pozwalających na urzędniczą uznaniowość to pole do nadużyć. – Problemem jest to, że przepisy akcyzowe w Polsce dotyczące polskich przedsiębiorców są tak sformułowane, że pozwalają urzędnikom na zastosowanie tych, które im akurat pasują. W efekcie mogą zrobić, co chcą, a ofiara ich działań dopiero w sądzie wielkim kosztem musi dochodzić swoich praw – mówił Andrzej Malinowski, prezes stowarzyszenia Pracodawcy RP
Problem złego prawa akcyzowego obowiązującego w Polsce pojawia się nie po raz pierwszy. Gdy ponad miesiąc temu Polsat poświęcił swój program publikacji „Rz" dotyczącej kłopotów, z jakimi borykają się importerzy pikapów, mecenas Paweł Kuglarz, partner w kancelarii Beiten Burkhardt, mówił wówczas „Rz": – Mamy poważny problem, jakim jest sprzeczność przepisów prawa o podatku akcyzowym, wytycznych Ministerstwa Finansów i wytycznych UE
Uczestniczący wówczas w programie poseł Sławomir Kopyciński (Ruch Palikota) zapowiadał, że przygotuje w ciągu kilku tygodni propozycję zmian w ustawie o podatku akcyzowym. W niedzielę jednak powiedział: – Prawo akcyzowe jest zharmonizowane. Błędy to wina celników.
Alkohol czy koncentrat
O tym, jak te zmiany są potrzebne, świadczy przypadek Edwarda Marciniaka, który w weekend przedstawiły „Rzeczpospolita" i program „Państwo w państwie" telewizji Polsat.
Marciniak to właściciel firmy Chemia-Bomar ze Skorogoszczy na Opolszczyźnie, producenta płynu do samochodowych spryskiwaczy. Robi go z koncentratu, czyli skażonego alkoholu. W 2008 r. celnicy w Zgorzelcu zatrzymali mu sześć cystern ze skażonym alkoholem etylowym.
Choć dysponował dokumentami wystawionymi przez laboratorium w Niemczech, wskazującymi na właściwe skażenie alkoholu, celnicy uznali, że wwozi do Polski nielegalną wódkę. Mało tego, nałożyli nań podatek akcyzowy w wysokości 38 mln zł, mimo że zgodnie z wytycznymi UE, jeśli jeden kraj członkowski uzna taki koncentrat za zwolniony z podatku akcyzowego, powinny honorować to i inne. Ale zdaniem celników, by ów produkt mógł być przemieszczany do Polski zgodnie z obowiązującymi u nas przepisami, musiałby być skażony trzema skażalnikami – był tylko dwoma.
– Po dwóch latach wygrałem w sądzie. Ale najpierw musiałem wydać ponad 300 tys. zł na obsługę prawną – mówi „Rz" Marciniak.
Resort krytyczny
Przypadków, gdy przedsiębiorcy padają ofiarą nieprecyzyjnego prawa, jest więcej. Niedawno „Rz" opisywała sprawy importerów samochodów typu pikap. Na jednego z nich celnicy nałożyli 1,5 mln podatku akcyzowego, bo bagażnik sprowadzonych pikapów był o 6 cm za krótki. Powołali się przy tym na wytyczne UE z 2007 r. nakazujące przy klasyfikowaniu pojazdu brać pod uwagę stosunek wewnętrznej długości podłogi bagażnika do długości rozstawu osi. Jednak w Polsce obowiązują też wytyczne ministerstwa z tego samego roku instruujące, że rozstrzygającym kryterium jest ładowność.
– Dzisiaj nie tylko przedsiębiorcy czy urzędnicy celni, ale nawet sędziowie orzekający w tego rodzaju sprawach mają problem ze zrozumieniem przepisów akcyzowych – twierdzi Sławomir Siwy, szef Związku Zawodowego Celnicy.pl.
Jego związek zawodowy przygotował już i przesłał do Ministerstwa Finansów propozycję zmian. Zasadnicze postulaty mówią o ujednoliceniu opłaty akcyzowej dla towarów tej samej grupy płaconej przez przedsiębiorcę przy jednoczesnym wprowadzeniu zasady zwolnień podatkowych przez zwrot nadpłaconego podatku oraz przyznaniu celnikom prawa do prowadzenia czynności operacyjnych.