Wczoraj nowo wybrany przewodniczący Rady Europejskiej był gościem programu Lisa. Gdy publiczność zaśpiewała "sto lat", prowadzący zwrócił się do niej: - Ja tego nie organizowałem, prawda?
Ale dziś na Twitterze pojawiły się zrzuty z ekranu z zamkniętego profilu szefowej warszawskiej młodzieżówki PO Kingi Gajewskiej. Organizowała osoby do udziały w programie.
- Takie wpisy zamieszczam co tydzień - mówi nam Gajewska. Dodaje, że warszawskie struktury na każdy program organizują grupę, która bierze udział w programie. - My standardowo mamy od 10 do 15 miejsc. Razem jest 60 osób na widowni - opisuje Gajewska. Jej zdaniem to dobre doświadczenie dla młodych polityków. - W niektórych programach możemy zadać pytania, wypowiedzieć się. Wczoraj była wyjątkowa okazja - wskazuje.
Przyznaje, że to ona zainicjowała wczoraj powitanie. - Kiedy zaczął wchodzić premier, zaintonowałam "sto lat", przyłączyła się do mnie koleżanka, a potem cała sala. Duma z naszego premiera porwała wszystkich i również wstali. Także ci z PiS i niezrzeszeni - dorzuca.
Jednak Paweł Szefernaker, który jest szefem młodzieżówki PiS, mówi "Rz", że podległa mu organizacja do programu Lisa nie chodzi. - Zrezygnowaliśmy z zaproszeń, gdy przestali je przyjmować politycy naszego ugrupowania - deklaruje.
W mediach społecznościowych po takim zachowaniu publiczności pojawiły się kpiny i krytyka. Lis odniósł się do tego na swoim blogu w NaTemat. "Właśnie ze szczerym rozbawieniem czytam na prawicowych forach enuncjacje PiS-troglodytów o zainscenizowanym śpiewaniu przez tłum w programie Lisa 'Sto lat' dla premiera Tuska. Czytanie tego, co piszą na prawicowych forach, to moje hobby, za każdym razem przekonuję się, że na ich tle Tworki to oaza normalności" - zaatakował.
Sama Gajewska również poczuła się urażona uszczypliwymi komentarzami, w których wytykano, że publiczność stała przed premierem na baczność. - A co mieliśmy śpiewać na siedząco? Jesteśmy normalnymi ludźmi - mówi działaczka.