- Zgłoszenie o uprowadzeniu dla okupu otrzymaliśmy w poniedziałek, nazajutrz wieczorem chłopak został zatrzymany. W jego poszukiwania zostało zaangażowanych kilkudziesięciu funkcjonariuszy – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Grzegorz D. przepadł w miniony poniedziałek. Tego dnia późnym wieczorem do komisariatu w podkrakowskiej miejscowości zgłosił się jego zdenerwowany ojciec twierdząc, że syn właśnie najpewniej został porwany, a sprawcy za jego uwolnienie żądają pieniędzy. Mężczyzna wyjaśnił, że Grzegorz przed południem wyszedł z domu i miał zamiar pojechać do swojej dziewczyny mieszkającej w Krakowie. Jednak na umówione spotkanie nie dotarł. Chłopak zabrał ze sobą telefon komórkowy, ale chociaż rodzina wielokrotnie próbowała się z nim skontaktować, to bezskutecznie.
- Nastolatek nie odbierał telefonów ani od zaniepokojonej sympatii, ani od rodziców. Z kolei wieczorem na telefon dziewczyny zaczęły przychodzić dziwne sms-y sugerujące, że chłopak został uprowadzony, jest przetrzymywany i zostanie uwolniony dopiero po zapłaceniu okupu – relacjonuje Mariusz Ciarka.
„Grzegorz został porwany, nie informować policji, czekajcie na wskazówki" - brzmiał jeden z pierwszych esemesów. Potem był kolejny, dotyczący już żądanej kwoty: blisko 30 tys. zł. Informacja o możliwym uprowadzeniu postawiła na nogi policjantów. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy w poniedziałek i wtorek zostało pilnie wezwanych, by prowadzić operacyjne czynności poszukiwawcze. Do sprawy włączono mundurowych z komend powiatowych, komendy wojewódzkiej oraz CBŚ Policji. Jak w każdym podobnym przypadku zaczęto sprawdzać wszystkie możliwe warianty zdarzenia. Śledczy zabezpieczyli komputer Grzegorza D., sprawdzali różne ślady.
- Podjęliśmy wszystkie działania, jakie prowadzi się w sprawach o porwanie. Zgłoszenie potraktowaliśmy tym poważniej, że w kwietniu Grzegorz D. padł ofiarą rozboju. Napastnicy którzy go wówczas zaatakowali trafili do aresztów, a niedawno z nich wyszli. Braliśmy pod uwagę fakt, że mogli teraz szukać zemsty na chłopaku – mówi Mariusz Ciarka.
Sprawę przejęli policjanci małopolskiej komendy, którzy po kilku godzinach od zgłoszenia nabrali podejrzeń, a wkrótce pewności, że mają do czynienia z fikcją, a porwanie sfingował sam nastolatek. Kwestią czasu było ustalenie, gdzie chłopak się ukrywa. Udało się to we wtorek po południu. Grzegorz D. został zatrzymany kiedy w Krakowie jechał tramwajem.
- Podczas przesłuchania przyznał się, że wymyślił i upozorował porwanie ponieważ potrzebował pieniędzy, które - jak twierdził – były mu potrzebne na różne rozrywki – mówi Mariusz Ciarka.
Okazało się, że esemesy mające pochodzić rzekomo od porywaczy Grzegorz D. wysyłał z innego telefonu, z kolei swoją "komórkę" wyłączył. Co grozi mu za wywołanie niepotrzebnych działań policji - zależy od tego jak jego zachowanie zakwalifikuje prokurator.
- Zebrane przez nas materiały dotyczące sprawy zostały przesłane do prokuratury celem rozważenia sposobu ukarania nastolatka za nierozważne działanie i spowodowanie niepotrzebnych czynności wielu funkcjonariuszy – wyjaśnia podinspektor Ciarka.