62-letni Leszek G. był już badany przez psychiatrów. - Biegli stwierdzili, że w oparciu o badanie jednorazowe nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy w chwili zarzucanych mężczyźnie przestępstw był on poczytalny czy też nie - tłumaczy Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Dodaje, że biegli zalecili przeprowadzenie dodatkowych badań w ramach obserwacji sądowo-psychiatrycznej. – Dlatego w najbliższym czasie wystąpimy do sądu z wnioskiem o poddanie podejrzanego takiej obserwacji w szpitalu więziennym Zakładu Karnego nr 2 w Łodzi – mówi Kopania.
Leszek G. od połowy grudnia siedzi w areszcie. Trafił tam pod zarzutem podwójnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i wywołania pożaru, który zagrażał życiu i zdrowiu wielu osób.
Mężczyzna przyszedł do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie koło Skierniewic i tam rozlał łatwopalną ciecz, którą podpalił.
Ogień bardzo szybko się rozprzestrzenił, bo ciecz wsiąkła w wykładziny podłogowe. W wyniku pożaru ucierpiało pięć osób, jedną z nich z płonącego budynku wynieśli strażacy. Kobieta nie przeżyła. Kilka dni później zmarła druga ofiara. Przyczyną zachowania mężczyzny była odmowa GOPS dotycząca umieszczenia go w domu pomocy społecznej.
Po tej napaści resort pracy zapowiedział lepszą ochronę ośrodków pomocy społecznej. Minister Władysław Kosiniak - Kamysz w piśmie, skierowanym do samorządów zaapelował o poprawę bezpieczeństwa pracowników OPS.
Zaproponował w nim m.in. aby wywiady środowiskowe z tzw. trudnymi klientami, były prowadzone przez dwóch pracowników socjalnych, a także asyście policjantów.
Inna propozycja dotyczyła kontroli osób wchodzących do OPS, których pobyt miałby być rejestrowany za pomocą monitoringu.
Resort chciałby, aby urzędy zostały wyposażone w przyciski alarmowe, połączone z sekretariatem ośrodka lub policją. Dla pracowników socjalnych mają też zostać zorganizowane przez policję szkolenia.
Teraz mężczyźnie grozi nawet dożywocie.