- Zapewniał, że ma znajomości u polityka, który może to załatwić. Okazało się, że blefował, chciał tylko wyłudzić pieniądze – mówi Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej prokuratury.
Jan Z. w krakowskim areszcie przy ul. Montelupich odwiedzał swoją krewną. Podczas widzenia poznał kobietę, która ma do odbycia karę dożywotniego więzienia za zabójstwo.
– Mam znajomości. Mogę pomóc uchylić pani karę i załatwić ułaskawienie. Znajomy polityk może to zrobić. Oczywiście nie za darmo. To będzie kosztować – mówił w areszcie mężczyzna.
Skazana kobieta skontaktowała się z rodziną. Poczuła szansę na wolność. Jej bliscy skontaktowali się z Janem Z.
Ten ponowił swoją ofertę. Zażądał 40 tys. zł. – Ta propozycja wydała się podejrzana dla rodziny skazanej kobiety, dlatego skontaktowali się z nami – mówi Anna Zbroja, z małopolskiej komendy.
Policjanci przeprowadzili zasadzkę. Postanowili wręczyć pieniądze mężczyźnie, który obiecywał zwolnienie z aresztu. Kiedy Jan Z. odebrał gotówkę został zatrzymany.
– Był bardzo zaskoczony – mówi Anna Zbroja. Prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut płatnej protekcji. – Przyznał się do winy. Powiedział, że wszystko wymyślił, by zdobyć pieniądze – mówi prok. Marcinkowska.
Nie chce ujawnić na którego polityka powoływał się Jan Z. – Ten wątek badamy – tłumaczy śledcza. Po przesłuchani Jan Z. został zwolniony.
Wobec niekaranego dotąd mężczyzny prokuratura zastosowała wobec niego dozór policyjny, poręczenie majątkowe w wysokości pięciu tys. zł, zakaz opuszczania kraju oraz zakaz odwiedzin bliskiej osoby w areszcie.
Teraz śledczy sprawdzają, czy mężczyzna nie próbował wyłudzić pieniędzy w podobny sposób też od innych osób. – Śledztwo jest na etapie początkowym czekamy na kolejne ustalenia – mówi prok. Marcinkowska.